Po zwycięstwie z Australią, amerykańska drużyna piłkarska poczuła niezwykłe połączenie z kibicami, a wspólne śpiewanie "Country Roads" stało się soundtrackiem do ich mundialowych marzeń.
Muzyka rozbrzmiewała, a wydawało się, że cała Ameryka śpiewa razem. Mecz odbywał się w Seattle, a nikt w tłumie nie chciał wracać do domu. Najmniej zawodnicy amerykańskiej reprezentacji, którzy okrążali boisko, chłonąc każdą chwilę. Wielu wskazywało na trybuny, szukając wzrokiem członków rodzin, którzy również śpiewali. Niektórzy się przytulali, inni unosili członków sztabu w geście radości. Weston McKennie, jak zwykle, prowadził, a tysiące fanów w barwach narodowych śpiewem otaczało zwycięzców.
Są takie momenty podczas Mistrzostw Świata, kiedy zawodnicy mogą w pełni docenić chwilę. To był jeden z nich, wyjątkowe połączenie między graczami, kibicami i krajem, gdzie wszyscy zdawali się patrzeć na USMNT. To była obietnica domowych Mistrzostw Świata. Takie sceny drużyna śniła od tygodni, a w rzeczywistości – przez całe życie. W piątek, po drugim zwycięstwie na mundialu, mogli tego doświadczyć, a wszystko to przy akompaniamencie "Country Roads".
Piątkowe zwycięstwo 2-0 nad Australią nie dotyczyło tylko śpiewu czy tańca. Nie chodziło nawetkoniecznie o samo zwycięstwo. Przede wszystkim, sceny w Seattle koncentrowały się na wierze: w drużynę, w to lato, w ten sport, a być może, w ten kraj. Chodziło o poczucie połączenia, a dla tych, którzy byli obecni, było to coś wyjątkowego. To był rodzaj momentu i wspomnienia, które pozostaną z każdym zaangażowanym.
„Nawet jeśli nie jestem Amerykaninem, po meczu byłem wzruszony” – powiedział trener USMNT Mauricio Pochettino. „Chcieliśmy nawiązać kontakt z ludami.” „Fani byli niesamowici” – kontynuował. „Ciepłe przyjęcie, sposób, w jaki nas wspierają i sposób, w jaki świętują zwycięstwo, sprawiły, że poczułem się bardzo emocjonalnie. Zawodnicy również byli bardzo emocjonalni. To było niesamowite i doskonałe połączenie między energią z trybun a drużyną.”
Letnia kampania USMNT dopiero się zaczyna. Zapewnili sobie miejsce w fazie pucharowej wcześnie. Po zaledwie dwóch meczach, Stany Zjednoczone stworzyły już dwa niezapomniane wspomnienia z Mistrzostw Świata, a to ostatnie jest być może nawet bardziej wyjątkowe niż poprzednie.
Na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem i wiele godzin po ostatnim, Seattle świętowało. Ulice wypełniły się koszulkami z różnych epok. Wystarczyło obrócić głowę, by zobaczyć zabytkową dżinsową koszulkę z '94 obok nowoczesnej czerwono-białej. Nie brakowało reprezentacji Clinta Dempseya, ze względu na jego związki z Seattle, a nazwisko "Yedlin" pojawiało się na wielu strojach z lat 2010. Na jednym z plakatów wiszących w oknie budynku wysoko nad stadionem widniało hasło "USA Roldan", honorujące kolejnego lokalnego bohatera miasta. To tylko pojedyncze przykłady. Były ich tysiące w centrum Seattle w piątek. Rodziny spotykały się z grupami kibiców, a przed wczesnym pierwszym gwizdkiem nie brakowało krwistych Mary. Australijscy fani, chętni do odegrania swojej roli, pojawili się z dmuchanymi kangurami i nie brakowało im zapału. Zdołali nawet namówić swoich nowych amerykańskich przyjaciół do wzięcia udziału w kilku "shoey", ku uciesze tłumów wokół stadionu.
Przez milę w każdym kierunku ulice były zamknięte, muzyka grała głośno, a ludzie świętowali. Przed meczem celebrowali chwilę. Po meczu świętowali zwycięstwo. Kamery FOX uchwyciły fragmenty atmosfery, ale nie były w stanie uchwycić wszystkiego. Taki był hałas wokół stadionu, który stał się katedrą amerykańskiego futbolu, ale niekoniecznie katedrą USMNT, która była nieobecna zbyt długo z powodu preferencji Seattle dla sztucznych nawierzchni. W piątek jednak stadion, obecnie nieznany jako Lumen Field, stał się centrum wspomnienia USMNT. Zaczęło się szybko, gdy nad głowami przeleciały helikoptery, a fani kończyli śpiewać hymn narodowy.
„Widzisz lecące nad głową helikoptery, to jest niezwykle specjalne” – powiedział Folarin Balogun. „Daje nam to, choć nie potrzebujemy go, ostatni impuls, zanim wyjdziemy tam i naprawdę szalejemy.” Balogun i jego koledzy również dali innym powody do szaleństwa. Przy każdym z dwóch goli dla USMNT, jednego zdobytym przez Australijczyka Camerona Burgessa, a drugiego głową przez Alexa Freemana, odnotowano prawdziwe wstrząsy sejsmiczne w okolicy. Oczywiście były wzloty i upadki hałasu, ale te wzloty były nieziemskie, podczas gdy upadki wcale nie były niskie. Przez cały mecz panowała stała energia, która osiągnęła punkt kulminacyjny w chwilach po ostatnim gwizdku.
Obecnie USMNT nie ma swojej piosenki. Istnieje wiele przykładów gdzie indziej. Każde zgromadzenie Argentyny z pewnością przerodzi się w grupowy krzyk "Muchachos" w pewnym momencie. Francja ma swoją własną piosenkę upamiętniającą ich zwycięstwo na Mistrzostwach Świata w 2018 roku. Zagraj utwór Oasis w pobliżu angielskich fanów, a zobaczysz, co się stanie, podczas gdy Szkocja zdaje się przejmować każdą optymistyczną piosenkę podczas pokojowego przejęcia Bostonu przez kraj. Czy piosenką USMNT mogą być "Country Roads"? Przynajmniej czy może to być piosenka lata?
„Chodzi po prostu o dumę z kraju” – powiedział obrońca Auston Trusty. „Myślę, że 'Country Roads' to bardzo amerykańska piosenka. Słyszeć ją na stadionie, wszyscy śpiewają? Jeśli jesteś Amerykaninem, prawdopodobnie znasz tę piosenkę. Wszyscy śpiewają i świętują zwycięstwo, a ty się uśmiechasz i cieszysz z kolegami z drużyny.” „To spełnienie marzeń. To uczucie, którego naprawdę nie da się opisać. To po prostu spełnienie marzeń.”
Były też inne piosenki, które fani śpiewali pełnym głosem. "Livin' on a Prayer" Bon Jovi'ego rozbrzmiewała dość głośno. "Free Bird" jest oczywiście bardzo znaną piosenką na bramkę. Jednak przez kilka minut ta interpretacja "Country Roads" wydawała się inna. Wielu zawodników USMNT samo tak powiedziało.
„To moi bracia” – powiedział Chris Richards. „Myślę, że wszyscy wiemy, że część bycia Amerykaninem to znajomość 'Country Roads', więc wszyscy śpiewaliśmy ją razem. To było fajne, znów słyszeć wszystko od tłumu, a tłum wie, że byli naszym 12. zawodnikiem w tym turnieju. Jeśli potrzebujemy tego dodatkowego jednego procenta, oni zawsze są dla nas, więc to było niesamowite.”
Istniało poczucie, zarówno w Seattle i jego okolicach, jak i w mediach społecznościowych, że wiara rośnie. Zawodnicy USMNT również to odczuwają. Wielokrotnie Pochettino był bezpośrednio pytany, czy wierzy, że