Wszystkie aktualności

Arsenal na szczycie po golu Eźego z Newcastle

25 kwietnia 2026 18:30 2 godz. temu
Arsenal na szczycie po golu Eźego z Newcastle
Źródło: goal.com

Eberechi Eze strzelił fenomenalnego gola, który zapewnił Arsenalowi zwycięstwo i awans na pierwsze miejsce w tabeli. Mecz z Newcastle obfitował w emocje, ale i momenty niepewności.

Eberechi Eze popisał się niesamowitym uderzeniem, które posłało Kanonierów na szczyt tabeli, mimo że odwieczni rywale o tytuł zaprezentowali kolejny nieprzekonujący występ.

Spotkanie na Emirates Stadium rozpoczęło się dla Arsenalu znakomicie. Już w dziewiątej minucie, po trzecim z rzędu krótkim rozegraniu rzutu rożnego, piłka trafiła do Eźego na skraj pola karnego. Anglik, bez przyjęcia, posłał ją precyzyjnie w samo okienko bramki strzeżonej przez Nicka Pope'a. Był to gol, który z pewnością zapisze się w historii klubu.

Niestety, po tym błyskotliwym otwarciu, podopieczni Artety nie potrafili pójść za ciosem. W pierwszej połowie Newcastle częściej utrzymywało się przy piłce, zmuszając Davida Rayę do interwencji po groźnym strzale Sandro Tonali z dystansu. Bramkarz Arsenalu, mimo chwilowego zaskoczenia, zdołał skutecznie obronić.

Druga odsłona meczu przebiegała w podobnym tonie. Szanse bramkowe były rzadkością po obu stronach. Newcastle miało swoją okazję do wyrównania, gdy rezerwowy Yoane Wissa znalazł się w dogodnej sytuacji do zdobycia bramki, jednak jego uderzenie z bliska poszybowało znacznie ponad poprzeczką. W końcówce spotkania Gabriel Martinelli i Martin Odegaard zmusili Pope'a do kolejnych parad, gdy gra otworzyła się na dobre. Ostatecznie jednak, magiczny gol Eźego okazał się decydujący.

Bohaterowie i Słabsze Ogniwa Kanonierów

David Raya pokazał dobre panowanie nad swoim polem karnym i znakomite chwyty. Choć w pierwszej połowie został niemal zaskoczony przez Tonali, szybko odzyskał kontrolę. Ben White, wracając do składu, prezentował się pewnie, bez fajerwerków, ale solidnie we wszystkim, co robił. William Saliba miał problemy z szybkim i bezpośrednim stylem gry Osuli od pierwszej minuty, prezentując się poniżej swojej zwykłej formy.

Decyzja o krótkim rozgrywaniu rzutów rożnych ograniczyła jego zwykłą groźność ze stałych fragmentów gry, choć wygrał wiele pojedynków we własnym polu karnym. Oleksandr Zinchenko skutecznie pilnował Murphy'ego na lewej obronie.

Jorginho pracował ciężko w środku pola, ale nie był w stanie powstrzymać dominacji Tonali i Guimaraesa w centralnej części boiska. Martin Odegaard, po powolnym początku, starał się napędzać akcje Arsenalu po otrzymaniu piłki. Choć wciąż nie był w swojej najlepszej formie, widać było poprawę w porównaniu do poprzednich tygodni. Kai Havertz nie był bliski swojego normalnego poziomu, sprawiał wrażenie zmęczonego po długim sezonie. Jego dzień podsumował nieudany strzał po rajdzie w pole karne w drugiej połowie.

Gabriel Martinelli miał kilka dobrych momentów na początku meczu i odegrał rolę w schemacie krótkich rzutów rożnych. Po przerwie jednak jego forma znacząco spadła. Bukayo Saka starał się utrzymać piłkę, ale czasami zbyt długo ją przytrzymywał. Zaliczył asystę przy genialnym golu Eźego, ale kontuzja zmusiła go do zejścia z boiska jeszcze przed przerwą.

Eberechi Eze popisał się znakomitym wykończeniem, otwierając wynik strzałem z dystansu. Stwarzał zagrożenie, schodząc z lewej strony, ale nadal wydaje się nieco niepasować do tej roli. Po przerwie musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.

Rezerwiści również mieli swoje momenty. Eddie Nketiah, który zastąpił kontuzjowanego Havertza, miał mieszane występy w utrzymywaniu gry. Niemal doprowadził do wyrzucenia Pope'a z boiska, ale zmarnował świetną okazję do zamknięcia meczu podczas późnego kontrataku. Leandro Trossard dodał dynamiki po wejściu za Eźego i był bliski przypieczętowania zwycięstwa strzałem z przewrotki.

Mikel Arteta, mimo zwycięstwa, może być zaniepokojony powolnym rozegraniem piłki przez jego zespół, które pozwoliło Newcastle dyktować warunki przez znaczną część spotkania. Choć należy docenić zmianę w podejściu do stałych fragmentów gry, był to wciąż występ budzący pewne obawy.

Arsenal objął prowadzenie po dziewięciu minutach, wykorzystując trzeci z trzech krótkich rzutów rożnych z rzędu.

Źródło: goal.com

Zobacz również