Złamane marzenia i bolesna kontuzja – tak dla Niklasa Süle mógł zakończyć się jego ostatni występ w barwach Borussii Dortmund. Powrót na stare śmieci, do TSG Hoffenheim, okazał się dla niego fatalny w skutkach.
Niko Kovač zdecydował się wpuścić Niklasa Süle do wyjściowej jedenastki na mecz z TSG Hoffenheim, co było jego pierwszym startem od 7 lutego 2026 roku, kiedy to BVB pokonało VfL Wolfsburg 2:1. Süle, który rozpoczynał swoją zawodową karierę właśnie w TSG w 2013 roku i był pierwszym reprezentantem Niemiec z regionu Kraichgau, stanął naprzeciwko swojego byłego klubu. „Oczywiście, zawsze miło gra się przeciwko swoim dawnym zespołom. Taki był też mój cel w stosunku do Niki”, powiedział Kovač po porażce 1:2, która była drugą z rzędu dla BVB w Bundeslidze. Niestety, niefortunny zbieg okoliczności sprawił, że mógł to być ostatni mecz Süle w koszulce BVB.
W 37. minucie, podczas próby odebrania piłki Andrejowi Kramaricowi w polu karnym, Süle poślizgnął się i skręcił kolano. Upadając, skrzywił się z bólu, a tuż przed uderzeniem plecami o ziemię, uniósł rękę. W tym momencie strzał Kramaricia trafił w jego dłoń. Sędzia Daniel Siebert początkowo pozwolił na grę, następnie umożliwił Süle otrzymanie pomocy medycznej, odczekując aż obrońca, ze łzami w oczach i wspierany przez sztab medyczny, opuścił boisko na chwiejnych nogach. Dopiero wtedy podbiegł do linii bocznej, aby obejrzeć powtórkę zdarzenia. Zgodnie z budzącymi kontrowersje przepisami dotyczącymi gry ręką, podyktował rzut karny. Zanim Kramarić wykorzystał jedenastkę, podwyższając wynik na 1:0, Süle był już w podziemnych tunelach stadionu. „Na razie niczego nie wiemy na pewno. Przynajmniej mógł obciążyć nogę. To dobry znak, w każdym razie”, informował później Kovač. Dyrektor zarządzający, Lars Ricken, był jednak mniej optymistyczny: „Już podejrzewamy poważną kontuzję. Siedzi w szatni z bandażem na kolanie”, stwierdził.
Süle ma opuścić BVB latem, po czterech latach naznaczonych kontuzjami. Jego odejście było potwierdzone od połowy marca. Teraz obrońca, pechowo poślizgnąwszy się, doznając poważnej kontuzji kolana i powodując rzut karny, nieświadomie mógł stworzyć obraz, który będzie definiował jego czas spędzony w klubie. Ten moment nie był potrzebny, ponieważ wspomnienie o nim stojącym na linii bocznej przed finałem Ligi Mistrzów w 2024 roku, z koszulką opiętą na brzuchu, już stanowiło niechlubny kadr.
W ciągu ostatnich dwóch sezonów opuścił już 226 dni i 39 meczów z powodu serii urazów mięśni, pleców i ud. Wyjazdowe spotkanie przeciwko swojemu pierwszemu klubowi było jego dziesiątym występem w Bundeslidze w tym sezonie, trwającym łącznie 485 minut. Zarówno Süle, jak i BVB woleliby uniknąć tego ostatniego zwrotu akcji – jeśli najgorsze obawy się potwierdzą – w partnerstwie, które już wcześniej straciło impet.
Niemniej jednak, jego przybycie latem 2022 roku jako wolnego zawodnika było początkowo postrzegane jako wielki sukces Borussii Dortmund. FC Bayern Monachium, gdzie Süle był niekwestionowanym graczem pierwszej drużyny od 2017 roku – zwłaszcza pod wodzą Niko Kovača – chciał przedłużyć jego kontrakt, ale nie za wszelką cenę. Miesiące przeciągających się rozmów sprawiły, że poczuł się niedoceniany i wiosną postanowił odejść. Süle podobno liczył na przenosiny do Anglii, ale Dortmund stanowił silną alternatywę, oferując mu szansę udowodnienia swojej wartości przeciwko Bayernowi. Według doniesień, zarabiał w BVB 14 milionów euro rocznie.
W tym okresie Bayern przeżywał pewien kryzys, zmagając się na rynku transferowym zarówno z oficjelami, jak i trenerami, i co sezon nie potrafił stworzyć spójnej drużyny. W pewnym momencie seria tytułów Bayernu musiała się zakończyć, a Dortmund był gotów do wykorzystania okazji. Ten moment wydawał się nadejść w sezonie 2022/23. Bayern spowolnił, Nagelsmann został zwolniony wiosną z powodów, które do dziś wielu dziwią, a BVB wyglądało na pewnego mistrza jeszcze przed 34. kolejką. Reszta jest historią: gol Jamala Musiali w 89. minucie dla Bayernu w Kolonii, w połączeniu z wyrównującym trafieniem Süle w 90+6 minucie dla Dortmundu w Moguncji, ostatecznie zapewniły Bawarczykom 33. tytuł – i jedenasty z rzędu.
W swoim pierwszym sezonie w BVB, Süle rozpoczął 29 meczów w Bundeslidze i stał się filarem obrony, szczególnie po przerwie zimowej. Jego decydujący moment nastąpił w grudniu 2023 roku, kiedy wykonał wślizg w polu karnym, aby powstrzymać Kyliana Mbappé przed zdobyciem bramki dla Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów. Ten obraz doskonale oddawał ich partnerstwo: wślizg równie ważny i emocjonujący jak jakakolwiek bramka. Remis pchnął Dortmund na szczyt grupy, a ich marsz zakończył się dopiero w finale na Wembley. Jednakże, Süle nie wystąpił w przegranym 2:0 meczu z Realem Madryt, tracąc miejsce w wyjściowym składzie po 1/8 finału – częściowo z powodu problemów z kondycją. Opuścił Euro 2024, zamiast tego pracując z trenerem mentalnym, zrzucając dziesięć kilogramów i imponując w przedsezonowych przygotowaniach. „Niki zrobił znacznie więcej niż ktokolwiek inny. Jeśli utrzyma formę i będzie pracował nad obszarami wymagającymi poprawy, stanie się znacznie, znacznie lepszy”, chwalił ówczesny dyrektor sportowy Sebastian Kehl. Ten szczyt formy był jednak krótkotrwały. Seria kontuzji i nierówna forma zakłóciły jego kampanię 2024–25. Podczas przegranej 5:2 z Realem Madryt w październiku 2025 roku, kolega z drużyny Ramy Bensebaini przypadkowo stanął na jego stopie, wyłączając go z gry na 37 dni.
Niko Kovač początkowo widział w nim kandydata na Mistrzostwa Świata w 2026 roku po jego przybyciu do Dortmundu, jednak Süle pozostawał podatny na kontuzje pod wodzą trenera i w konsekwencji notował ograniczony czas gry – wzorzec, który utrzymuje się przez ostatnie dwa sezony. W związku z tym, nikt już nie wiąże Süle z Mistrzostwami Świata w 2026 roku, a bardziej palące pytanie brzmi, kiedy – i gdzie – środkowy obrońca, już dwukrotnie wracający po zerwaniu więzadeł krzyżowych, pojawi się na boisku.


