Szkocja powróciła na Mistrzostwa Świata po 28 latach przerwy, odnosząc ważne zwycięstwo nad Haiti, choć nie obyło się bez chwili grozy.
Kluczowa wygrana w upalnym starciu
Przerwy na nawodnienie stały się stałym elementem Mistrzostw Świata, ale w wilgotnym, nieubłaganym letnim upale Ameryki Północnej mają jeszcze większe znaczenie. To nie tylko konieczność, ale także szansa na ponowne przemyślenie strategii. Szkocja desperacko tego potrzebowała. Haiti, grające na Mistrzostwach Świata po raz pierwszy od 1974 roku, rozpoczęło mecz z impetem, szybko atakując w pierwszych 25 minutach i posyłając pięciu lub sześciu zawodników do ataku z każdą falą. Szkoci mieli więcej piłki, ale często to oni znajdowali się pod presją. Les Grenadiers znajdowali wolne przestrzenie i podejmowali niebezpieczne biegi w pole karne, jednak nie potrafili zamienić tej wczesnej groźby na bramkę.
Wtedy nadeszła przerwa. Szkocja wyszła na boisko odmieniona – prawdopodobnie dzięki inspiracji od menedżera Steve'a Clarke'a – i zaledwie dwie minuty później zdobyła upragnione szczęśliwe trafienie. W kontrataku, Che Adams przyjął długie podanie tuż za polem karnym i zagrał piłkę do Bena Gannon-Doaka. Adams kontynuował swój bieg, odebrał ją z powrotem i strzelił w kierunku Johny'ego Placide'a. Bramkarz Haiti obronił, ale odbita piłka potoczyła się prosto do Johna McGinna, który umieścił ją nad Placide'em, zdobywając bramkę, która okazała się zwycięska.
Szkocja zadała pierwszy cios, ale Haiti nie zamierzało się poddać. Podopieczni Sébastiena Mignégo naciskali, wielokrotnie znajdując przestrzeń na skrzydłach, ale brakowało im ostatniego podania, by naprawdę przetestować Angusa Gunna. Ich najlepsza szansa nadeszła w 84. minucie, kiedy to główka Frantzdy'ego Pierrota po rzucie rożnym przeleciała tuż obok lewego słupka. Mogą również czuć się pokrzywdzeni faktem, że Kenny McLean uniknął czerwonej kartki za niebezpieczne zagranie z wyprostowanymi korkami w doliczonym czasie gry. Mimo to, Szkocja przetrwała. Z pewnością nie było to komfortowe, ale Szkoci opuścili Boston Stadium z ogromnymi trzema punktami, zanim zmierzą się z dwoma czołowymi drużynami świata, Brazylią i Marokiem, w swoich kolejnych dwóch meczach grupowych.
Angus Gunn (6/10): Rzadko był testowany, ale pewnie operował piłką przy nogach, gdy Szkocja próbowała budować akcje od tyłu. Aaron Hickey (7/10): Czasami zmagał się z szybkością Haiti na skrzydłach, ale brak skuteczności rywali sprawił, że nie został ukarany. Dokonał kilku kluczowych interwencji pod koniec meczu, ale niewiele zaoferował w ofensywie. Grant Hanley (6/10): Poprowadził Szkocję z dziewięcioma udanymi akcjami defensywnymi i wyglądał na stabilnego przez cały mecz. Weteran z Hibernian zapewnił Clarke'owi niezawodną obecność w obronie. Jack Hendry (6/10): Nie zabłysnął w statystykach defensywnych, ale zrobił wystarczająco dużo, by utrzymać w ryzach napastnika Sunderlandu, Wilsona Isidora. Solidny występ bez fajerwerków. Andrew Robertson (6/10): Podobnie jak Hickey, były obrońca Liverpoolu, który zmierza do Tottenhamu, miał kilka niekomfortowych momentów przeciwko szybkiej grze Haiti. Podobnie jak jego partner z linii obrony, spisał się w ważnych momentach pod koniec meczu. Ben Gannon-Doak (7/10): Pracował ciężko, nawet jeśli jego gra w ostatniej tercji boiska nie zawsze była płynna. Szkocja oczekuje od niego więcej w ataku, ale jego wysiłek w obronie i rola w budowaniu akcji bramkowej były ważne. Scott McTominay (6/10): Jego rozwój w Napoli często był postrzegany przez pryzmat jego niekonsekwencji w Manchesterze United, ale na scenie Mistrzostw Świata jego jakość była widoczna od samego początku. Biegał po boisku w pierwszej połowie i wyglądał na największe zagrożenie dla Szkocji, pechowo nie zdobywając bramki w tym okresie. Po przerwie jego forma nieco spadła, ale jego pierwsza 45-minutowa gra dała Szkocji prawdziwą kontrolę i zagrożenie. Lewis Ferguson (7/10): Rzadko popełniał błędy i dobrze walczył w środku pola, nawet jeśli czasami miał trudności z dorównaniem szybkości Haiti w przejściach. Spokojny, użyteczny występ w trudnym meczu. John McGinn (8/10): Nazywają go „Super John McGinn” nie bez powodu. Szczęście odegrało rolę w tym, że piłka trafiła do niego, ale w jego wykończeniu nie było nic przypadkowego, gdy spokojnie umieścił ją nad Placide'em, zdobywając decydującą bramkę. Lawrence Shankland (7/10): Nie zaoferował wiele w posiadaniu piłki ani w okolicach bramki, ale pracował nieustępliwie bez piłki. Naciskał z prawdziwym celem i pomógł Szkocji zakłócić grę Haiti, które było bardzo chętne do ataku, gdy tylko nadarzała się okazja. Che Adams (5/10): Przez długie fragmenty był w dużej mierze niewidoczny, ale wykazał się jedną genialną interwencją w budowaniu akcji bramkowej dla Szkocji. Ogólnie był to cichy występ, ale jego jedno decydujące zaangażowanie miało znaczenie. Wszedł na boisko po tym, jak Hickey otrzymał żółtą kartkę. Był skuteczny, ale w niewielkim stopniu. Wszedł na boisko, aby pomóc w zdobyciu kolejnej bramki, ale nie potrafił wpłynąć na grę. W zasadzie odbył sesję kardio i był nieskuteczny. Nie wystarczająco dużo czasu, by zrobić różnicę. Miał szczęście, że uniknął czerwonej kartki, w przeciwnym razie akcja była ograniczona.
Nie była to widowiskowa gra, ale należy docenić Clarke'a za utrzymanie spokoju swojej drużyny przez cały mecz. Ugięli się, ale nigdy nie pękli. Owszem, mieli kilka szczęśliwych zwrotów akcji, ale tego można się spodziewać na Mistrzostwach Świata. Miejmy nadzieję, że to się utrzyma, ponieważ ich pozostały terminarz jest brutalny.