Real Madryt chce uchronić swojego rekordowo drogiego zawodnika, Yana Diomande, przed powtórzeniem się sytuacji, jaka spotkała Nico Mastantuono. To historia o ostrożności, planowaniu i lekcjach wyciągniętych z przeszłości.
Plan na ratunek dla najdroższego transferu
Yan Diomande, 19-letni Iworyjczyk, trafił do Realu Madryt za rekordową sumę 125 milionów euro, która może wzrosnąć do 140 milionów, w zależności od osiągnięć. To imponująca kwota, która naturalnie budzi ogromne oczekiwania. Jednak, co ciekawe, młody zawodnik jak dotąd nie pojawił się w pierwszym składzie ani razu. Jego występy ograniczają się do wejść z ławki rezerwowych w końcowych fragmentach meczów. Trenerzy tłumaczą to ostrożnością i specyficznym planem rozwoju. Jak mówił sam szkoleniowiec przed meczem z Interem, Diomande dołączył do drużyny późno i jego czas przyjdzie stopniowo. Nacisk kładziony jest na stopniowe wprowadzanie zawodnika do zespołu, co ma zapobiec ewentualnym problemom z adaptacją.
Lekcja z przeszłości: przypadek Mastantuono
Według doniesień prasowych, wielu dostrzega w obecnym podejściu Realu Madryt cień tego, co wydarzyło się latem z Nico Mastantuono. Argentyńczyk, sprowadzony z River Plate za 63,2 miliony euro, miał być wielką gwiazdą z błyskotliwą przyszłością. Miał zaledwie 18 lat, kiedy podpisywał kontrakt. Niestety, nie dano mu wystarczająco dużo czasu na aklimatyzację. Jedynym planem było wystawianie go od początku w każdym meczu pod wodzą Xabiego Alonso. Niestety, młody Argentyńczyk nie sprostał wygórowanym oczekiwaniom zarządu. Stopniowo tracił miejsce w wyjściowej jedenastce, stając się rezerwowym. Co gorsza, tego lata został wypożyczony do Fiorentiny. Biorąc pod uwagę tę historię, ostrożność Realu Madryt w przypadku Diomande jest w pełni zrozumiała. Klub nie chce ryzykować inwestycji opiewającej na 125 milionów euro, która jest najdroższym transferem w historii klubu. Real Madryt opracował specjalny plan, aby chronić Yana Diomande przed gorzkim koszmarem.


