Liverpool zaliczył kolejny bolesny upadek, tym razem pokonany przez Aston Villę. Czy to sygnał, że czas Arne Slota dobiega końca? Pomimo starań młodego Rio Ngumohy, The Reds nie znaleźli odpowiedzi na intensywność rywala.
Villa od samego początku meczu dyktowała warunki. Po krótkiej chwili oddechu dla Liverpoolu, gospodarze objęli prowadzenie tuż przed przerwą. Morgan Rogers pięknym strzałem zaskoczył bramkarza po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Niestety dla Liverpoolu, przewaga nie trwała długo, ponieważ goście wyrównali na początku drugiej połowy – prosty strzał głową Virgila van Dijka po rzucie wolnym.
Jednak to nie okazało się katalizatorem do odrobienia strat, ponieważ drużyna Unaia Emery'ego szybko odzyskała prowadzenie w ciągu pięciu minut. Chwilę po tym, jak imponujący Rio Ngumoha wpadł w pole karne i trafił w słupek, Dominik Szoboszlai poślizgnął się, co zostało brutalnie wykorzystane przez połączenie umiejętności Rogersa i Watkinsa. Ten drugi zdołał wcisnąć piłkę do siatki w dolnym rogu. Następnie Emi Buendia trafił w poprzeczkę, ale Villa nie musiała długo czekać na trzeciego gola. Watkins dopadł do piłki z bliska po tym, jak Giorgi Mamardashvili odbił strzał w niebezpieczne rejony.
Angielski napastnik sam został asystentem w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, podając do Johna McGinna. Ten otrzymał mnóstwo swobody na wykonanie strzału z krawędzi pola karnego, celując w górny róg i potwierdzając kolejny ponury wieczór dla mistrzów. Znalazł się jeszcze czas na drugiego gola Van Dijka, który ponownie popisał się strzałem głową, jednak było to jedynie pocieszenie. Wynik oznacza, że Villa przeskoczyła Liverpool, zajmując czwarte miejsce i pieczętując tym samym awans do Ligi Mistrzów, podczas gdy drużyna Slota wciąż musi pracować.
Prawie został zaskoczony po zbyt szybkim wyjściu z bramki, nie budził zaufania. Można powiedzieć, że mógł lepiej interweniować przy pierwszym i trzecim golu dla Villi.
Nie wygrał ani jednego pojedynku naziemnego, oferując bardzo mało z prawej obrony w aspekcie ofensywnym.
Był dręczony przez Watkinsa w kolejnym chwiejnym występie Francuza, któremu nie dano chwili spokoju.
Nietypowo niechlujny przy wyprowadzaniu piłki od tyłu. Strzelił dwa proste gole głową, ale kapitan ogólnie wyglądał na sfrustrowanego.
Zagrożenie ze strony Villi często nadchodziło z jego skrzydła, gdy wchodził do środka lub szarżował do przodu. Nie był szczególnie skuteczny ani z jednej, ani z drugiej strony. Fatalna obrona przy golu McGinna na końcu.
Nie miał żadnej kontroli nad przebiegiem gry, ale przynajmniej pomógł w obronie. Kilka żenujących symulacji tuż przed trzecim golem Villi.
Pasywny w środku pola, łatwo przepychany i szczęśliwy, że nie został ukarany po złym straceniu piłki. Zmieniony na długo przed końcem meczu.
Przetestował Emi Martineza swoim charakterystycznym, zakrzywionym strzałem z dystansu. Asystował przy obu golach Van Dijka, ale jego straszliwe poślizgnięcie zostało brutalnie wykorzystane po drugiej stronie.
Zmuszony do biegania w poszukiwaniu piłki, ale wniósł trochę dynamiki. Zmuszono go do cofnięcia się na prawą obronę, co go ograniczyło.
Zdecydowanie za wolny, aby zatrzymać Rogersa przy pierwszym golu. Podania nie były najlepsze, ale on był pasażerem z przodu.
Ponownie najjaśniejszy punkt ofensywny Liverpoolu. Zawsze stanowił zagrożenie i miał straszliwego pecha, trafiając w słupek.
Wyglądał na zajętego, ale nie potrafił zrobić decydującej różnicy.
Nie był w stanie w ogóle wejść do gry.
Tak samo jak Wirtz – nie przyniósł pożądanego efektu.
Mogło być powiedziane, że praca Slota jest bezpieczna, ale to był kolejny okropny wieczór, w którym jego zawodnicy nie potrafili odpowiedzieć na intensywność przeciwników. Był to rodzaj występu, który mógł wpłynąć na decyzję kierownictwa dotyczącą przyszłości menedżera.
Morgan Rogers zdobył pierwszego gola dla Aston Villi w 82. minucie, co było jego drugim trafieniem w tym meczu.


