Wszystkie aktualności

Kompany: Mistrzowski spokój w obliczu krytyki

10 maja 2026 06:30 3 dni temu
Kompany: Mistrzowski spokój w obliczu krytyki
Źródło: goal.com

Vincent Kompany udowadnia, że spokój i umiejętność budowania relacji z zawodnikami to klucz do sukcesu, nawet gdy młody gracz publicznie krytykuje taktykę.

W starciu z Wolfsburgiem, mimo skromnego zwycięstwa, uwidocznił się nietuzinkowy styl zarządzania Vincenta Kompany'ego, który nawet w obliczu niespodziewanej krytyki ze strony własnego zawodnika, potrafi zachować zimną krew i obrócić sytuację na swoją korzyść. W tym meczu, po serii spotkań obfitujących w bramki, Bayern Monachium ponownie zachował czyste konto. Nie byłoby to jednak możliwe bez znakomitej postawy bramkarza Jonasa Urbiga, którego interwencje uchroniły drużynę przed stratą goli w pierwszej połowie.

Młody Tom Bischof, zapytany o przyczyny ostatnich problemów defensywnych zespołu, zaskakująco otwarcie podzielił się swoimi spostrzeżeniami z dziennikarzami Sky: Zawsze jest źle, gdy tracimy tak wiele bramek i stwarzamy rywalom tyle okazji. Ostatnio oglądałem kilka meczów z boku i brakowało podstawowych założeń kontrpressingu – natychmiastowego zamykania przeciwnika po stracie piłki. Dodał również: Nie grałem ostatnio zbyt wiele, więc obserwowałem to z boku. Przez to pokonujemy niepotrzebne dystanse. Gdy szybko naciskamy, strzelamy wiele bramek, niestety tracimy też zbyt wiele. Jego słowa brzmiały zaskakująco szczerze i pewnie, jednak zaskoczeniem był fakt, że 20-letni zawodnik, który sam jeszcze nie jest mocnym punktem pierwszej drużyny, tak otwarcie skrytykował taktykę swojego klubu.

Na konferencji prasowej padło pytanie, czy krytyka Bischofa była uzasadniona. Kompany odpowiedział z szerokim uśmiechem, jasno stwierdzając: Nie, oczywiście, że nie. To młody zawodnik i popełnił błąd w tym wywiadzie. To nietypowe słowa, zważywszy na to, że publiczna krytyka zawodników zazwyczaj jest tematem tabu dla Kompany'ego. Jednak sposób, w jaki zareagował, stanowi kolejny dowód na to, że jego największą siłą, obok osiągnięć sportowych, jest umiejętność nawiązywania relacji z zawodnikami, nawet w trudnych momentach.

Jego reakcja na wywiad Bischofa była korygująca, a nie protekcjonalna, stanowcza, ale pozbawiona dramatyzmu. Po prostu zbył to uśmiechem. Kwestionując opinię zawodnika, zrobił to ze spokojem: Problem nie leży w braku chęci do kontrpressingu, bo tak nie wygrywa się meczów. Chodzi o to, że nie zawsze trzeba decydować o losach meczu w pierwszych dziesięciu czy piętnastu minutach. To nie zawsze działa. Zaczęliśmy dobrze przez dziesięć minut, potem straciliśmy cierpliwość. Można zastosować kontrpressing raz, dwa, trzy razy, ale w końcu nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Myślę, że w drugiej połowie poszło nam znacznie lepiej, a to dzięki naszemu zachowaniu w posiadaniu piłki. Innymi słowy, częsty kontrpressing nie był już potrzebny, ponieważ piłka dłużej znajdowała się w posiadaniu Bayernu.

Trudno to ubrać w słowa, ale wyczuwalne na poziomie emocjonalnym jest to, co czyni Kompany'ego tak silnym w takich sytuacjach. Wystarczy sobie wyobrazić, co by było, gdyby jego poprzednicy w Bayernie, Julian Nagelsmann czy Thomas Tuchel, zostali bezpośrednio skonfrontowani z krytyką ze strony zawodnika odnośnie ich stylu gry. Łatwo sobie wyobrazić, że mogliby się poparzyć. Niekoniecznie merytorycznie, ale dlatego, że czasem brakowało im spokoju i spójności Kompany'ego. Tom to świetny chłopak. Ale to było tuż po meczu, a ja miałem trochę więcej perspektywy – dodał trener FCB. Kropka – sprawa załatwiona.

Ta reakcja, zarówno przewidywalna, jak i nietypowa, odzwierciedlała cały wieczór Bayernu na wypełnionym po brzegi Volkswagen Arena. Mając już zapewniony tytuł mistrzowski i wciąż odczuwając skutki odpadnięcia z Ligi Mistrzów trzy dni wcześniej, Bayern i tak mógł być pozbawiony inspiracji w Wolfsburgu. Jednak sposób, w jaki szesnasta drużyna w tabeli, Wolfsburg, sprawiła problemy ekipie uważanej za drugą najlepszą w Europie, był nadal godny uwagi.

Mogli strzelić pięć bramek, to nie było wcale dobre z naszej strony – powiedział Bischof po pierwszej połowie. Pierwsze dziesięć minut było jeszcze w porządku, widzieliśmy, jak możemy tworzyć okazje, ale potem po prostu tego nie kontynuowaliśmy. Zamiast tego Wolfsburg nadal zagrażał bramce Monachium, jednak znakomity Urbig był na posterunku przy każdej próbie. Sposób, w jaki Manu (Neuer, red.) broni, gdy tylko ma okazję, jest brutalny – chwalił swojego bramkarza Bischof.

Bayern rzadko zagrażał zwartej obronie Wilków. Harry Kane miał najlepszą okazję z rzutu karnego, ale poślizgnął się przy strzale w 36. minucie i piłka poszybowała obok słupka. Takie pomyłki są rzadkością: był to pierwszy niewykorzystany rzut karny Kane'a w Bundeslidze od 25 prób. Jednak w pewnym sensie ta wpadka była nieunikniona. W przypadku Harry'ego zazwyczaj jesteś pewien, że strzeli, ale jemu też wolno czasem coś spudłować – zauważył Bischof.

Po słabych pierwszych połowach w dwóch poprzednich meczach Bundesligi od momentu zdobycia mistrzostwa 19 kwietnia – 4:3 z Mainz 05 i 3:3 z Heidenheim – Bayern pokazał niewielką poprawę przeciwko Wilkom. Różnica polegała na tym, że tym razem nie było w perspektywie starcia z Paris Saint-Germain, więc Kompany nie rotował składem tak agresywnie. Kane, Michael Olise i Joshua Kimmich – trzej najważniejsi zawodnicy z pola – zagrali od początku, w przeciwieństwie do meczów z Mainz i Heidenheim.

Przy niewielkiej spójności gry, nastrój w szatni można było opisać jedynie jako kwaśny. Jednak, podobnie jak w meczach z Mainz i Heidenheim, po przerwie nastąpiła zauważalna poprawa – zarówno przewidywalna, jak i niezwykła. Podziękowałem zespołowi za reakcję. Nie jest łatwo wyjść i praktycznie odwrócić wszystko. Zrobiliśmy to ponownie dzisiaj w drugiej połowie – chwalił Kompany. Zgodził się z nim menedżer przeciwników, Dieter Hecking. To, co jego odpowiednik osiągnął z Bayernem w tym sezonie, jest na innym poziomie. Oczywiście jest w to zaangażowanych więcej ludzi niż tylko Vincent, ale trzeba pogratulować Bayernowi występów, jakie dostarczają z tygodnia na tydzień. Nawet dzisiaj nie jest oczywiste, że po takiej porażce (z PSG, red.) będą wywierać na nas tak wysokie presję i dać z siebie wszystko, aby nadal wygrać ten mecz. To zasługuje na uznanie – powiedział Hecking.

Po przerwie Bayern prezentował się znacznie bardziej zdecydowanie, tłumiąc Wolfsburg i prawie nie dając gospodarzom chwili wytchnienia. Szanse bramkowe stawały się regularne, a logiczną konsekwencją był oszałamiający gol Olise (56'). Charakterystyczny ruch skrzydłowego – zejście do środka z prawej strony i mocny strzał lewą nogą w dalszy róg – jest zarówno przewidywalny, jak i niezwykły. Tym razem, jak często, piłka doskonale wylądowała w siatce. Taka błyskotliwość stała się niemal rutyną dla wyjątowego talentu,

Źródło: goal.com

Zobacz również