Niesamowity początek, a potem bolesny upadek – oto jak można podsumować ostatni mecz Interu Miami, w którym drużyna zmarnowała trzybramkową przewagę i poniosła druzgocącą porażkę z rywalami z Orlando City SC.
Czy Nu Stadium jest przeklęte?
Początek spotkania był wręcz chaotyczny, a Lionel Messi znajdował się w centrum wydarzeń. Grając na wolnej pozycji, swoimi zagraniami potrafił stworzyć zagrożenie z każdej strony boiska. Pierwszą bramkę dla Miami zapoczątkował Telasco Segovia, który precyzyjnie dośrodkował piłkę na głowę Iana Fraya, a ten skierował ją do siatki już w pierwszych trzech minutach. Dominacja Argentyńczyka trwała, czego dowodem była kolejna asysta po 25 minutach, gdy zgrał piłkę do Telasco Segovii, który bez problemu umieścił ją w pustej bramce. Następnie sam wpisał się na listę strzelców, prezentując klasyczny dla siebie zwód na lewą nogę i precyzyjne uderzenie w dolny róg. Martin Ojeda zdołał zdobyć bramkę kontaktową tuż przed przerwą, ale wydawało się, że straty są już odrobione.
To był prawdopodobnie najlepszy fragment gry Interu Miami w tym sezonie. Luis Suarez i German Berterame tworzyli groźny duet w ataku, a drużyna z Florydy grała bardzo swobodnie. Do przerwy oddali 10 celnych strzałów. Gdyby nie znakomite interwencje Maxime'a Crepeau, wynik mógłby być jeszcze bardziej okazały.
Jednak Orlando nie zamierzało się poddawać i po przerwie to oni byli zdecydowanie lepszą drużyną. Ojeda zdobył drugą bramkę dla swojej drużyny w 68. minucie i nadal naciskał na wyrównanie. W końcu dopięli swego. Maxi Falcon popełnił faul w polu karnym, a zawodnik Orlando pewnie wykorzystał rzut karny. Czwarta bramka padła w doliczonym czasie gry i była zbyt łatwa. Tyrese Spicer przedarł się za obronę, a Braian Ojeda posłał mu idealne podanie. Spicer wykończył akcję między nogami bramkarza. Nowy stadion Miami może być faktycznie przeklęty, ponieważ drużyna wciąż czeka na zwycięstwo na swoim nowym obiekcie, mimo czterech prób, a sobotnie spotkanie było ich pierwszą porażką u siebie.
Maxime Crepeau: Nie mógł zrobić nic w związku z pierwszą bramką dla Orlando w pierwszej połowie. Był bezradny przy kolejnych dwóch trafieniach. Przy czwartej bramce został oszukany, a między tymi sytuacjami zanotował kilka dobrych interwencji.
Ian Fray: Niesamowicie dobrze wykorzystał sytuację do zdobycia bramki głową. Świetnie spisał się w obronie i dobrze współpracował w ostatniej tercji boiska. Został zmieniony z niepokojącą kontuzją po 66. minucie.
Sergii Kryvtsov: Koszmarny mecz. Nigdy w pełni nie upilnował swojego zawodnika, popełnił rzut karny i był niestabilny przez całe spotkanie.
Tomas Aviles: Pozycjonował się chaotycznie. Nie miał pojęcia, czy powinien naciskać, czy cofać się głębiej.
Jordi Alba: Orlando nie atakowało zbyt często jego stroną, a on dobrze operował piłką.
David Ruiz: Momentami był przytłoczony w środku pola, chociaż często był w mniejszości liczebnej.
Matheus Rossetto: To nie był jego najlepszy mecz. Miał sporo kontaktów z piłką, ale nic z tego nie wynikało.
Julian Gressel: Przyczynił się do bramki Fraya. Wykonał mnóstwo pracy biegowej. Solidny, jak zwykle.
Lionel Messi: Doskonale czuł się w swojej wolnej roli, zwłaszcza w pierwszej połowie. Trudno dyskutować z bramką i dwoma asystami.
Robert Taylor: Po rozpoczęciu gry na lewej stronie miał trudności z odnalezieniem swojego miejsca. Pokazał dużo zaangażowania, ale niewiele z tego wynikło.
Telasco Segovia: Zrobił prawdziwą różnicę. Kluczowy w budowaniu akcji prowadzącej do drugiej bramki i sam mógł zdobyć gola. Wyglądał na wyczerpanego, gdy został zmieniony.
Noah Allen: Zastąpił kontuzjowanego Fraya. Absolutnie przebiegł go rywal przy czwartej bramce dla Orlando.
Leo Afonso: Ledwo zaznaczył swoją obecność w 20 minut gry.
Tata Martino: Zaczął z Suarezem i Berterame w ataku. Po 45 minutach wydawało się, że znalazł właściwe rozwiązanie. Ale jego drużyna się rozpadła. To był ponury początek w nowym stadionie.
Lionel Messi zanotował bramkę i dwie asysty w pierwszej połowie.


