Wielki powrót "The Special One" na ławkę trenerską Realu Madryt rozpoczął się od dramatycznego zwycięstwa! Carlos Espi, debiutant, okazał się bohaterem, zapewniając swojej drużynie cenne trzy punkty w meczu, który do ostatnich chwil trzymał w napięciu.
Początek spotkania na RCDE Stadium zapowiadał się znakomicie dla przyjezdnych. Już w dziewiątej minucie Jude Bellingham, wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie z rzutu wolnego od Ardy Gulera, celnym strzałem głową otworzył wynik. Espanyol, wyraźnie przytłoczony intensywnością pressingu madryckiej drużyny, zdołał jednak niemal odpowiedzieć. Clemens Riedel potężnym uderzeniem z dystansu zmusił Thibauta Courtoisa do efektownej interwencji. Mimo początkowej przewagi "Królewskich", gospodarze stopniowo odnajdywali swój rytm gry, czego efektem była wyrównująca bramka w 30. minucie. Javi Hernandez popisał się indywidualną akcją, przedarł się w pole karne i dograł do Alexa Calatravy, który pewnym strzałem pokonał bramkarza. Real Madryt miał problemy z odzyskaniem kontroli nad meczem po straconej bramce, a przed przerwą byli bliscy straty kolejnego gola, gdy Roberto Fernandez zmarnował dogodną sytuację strzałem głową z bliskiej odległości. Kylian Mbappe, debiutujący w lidze pod wodzą Mourinho, napotkał na solidnie grającego Marko Dmitrovica. Serbski golkiper znakomicie interweniował, broniąc strzały Francuza.
Mourinho szukał impulsu w zmianach, wprowadzając na boisko rekordowego transferu, Yana Diomande. Ta decyzja niemal natychmiast przyniosła efekt, gdy po rykoszecie piłka trafiła do Federico Valverde, którego mocny strzał otarł się o zewnętrzną część słupka. Nadal to Bellingham stanowił największe zagrożenie, jego kolejny strzał głową po rzucie rożnym Gulera trafił w poprzeczkę. Kilka minut przed końcem, akcja Mbappe zakończyła się niecelnym uderzeniem, które nie stworzyło realnego zagrożenia. W momencie, gdy wydawało się, że Espanyol utrzyma cenny remis, na scenę wkroczył zmiennik. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry, Espi dopadł do piłki po zamieszaniu w polu karnym, gdzie walczył Mbappe, i skierował ją do siatki, zapewniając zwycięstwo swojej drużynie.
To zwycięstwo oznacza, że Real Madryt uniknął porażki w pierwszym meczu ligowym od 18 sezonów z rzędu. Dla Mourinho, to kolejna, siódma z rzędu wygrana w meczu debiutanckim. Choć styl gry mógł jeszcze nie zachwycać, a integracja nowych zawodników wymaga pracy, "The Special One" po raz kolejny udowodnił, że potrafi wygrywać w ostatnich minutach.


