Młody bramkarz Borussii Dortmund, Diant Ramaj, przeżywa trudne chwile na wypożyczeniu. Choć jego talent jest niezaprzeczalny, obecna sytuacja stawia go w obliczu niełatwych wyzwań. Czy uda mu się wyjść obronną ręką z tej próby?
Po objęciu stanowiska dyrektora sportowego w Borussii Dortmund, Ole Book musiał zmierzyć się nie tylko z potencjalnymi wzmocnieniami, ale także z graczami już obecnymi w klubie. Sytuacja czterech z nich jest jednak szczególna – ich wypożyczenia, w tym Dianta Ramaja, kończą się 30 czerwca. Ramaj trafił do 1. FC Heidenheim, klubu z innych realiów niż te, do których przywykł.
Początki Ramaja w Borussii Dortmund były zaskakujące. W lutym 2025 roku klub podpisał z nim kontrakt, by od razu wypożyczyć go do FC Kopenhaga. Tam młody bramkarz szybko zrobił furorę, zdobywając podwójną koronę z Duńczykami. Mimo chęci zatrzymania go, Ramaj zdecydował się na powrót do Bundesligi, by, jak sam powiedział, „podnieść swój profil”.
Jeszcze przed tym ruchem, Ramaj zdążył wzbudzić spore zainteresowanie. W wywiadzie dla Sport Bild, zaledwie dwa miesiące po przejściu do BVB, wyznał: „Jestem najlepszym młodym talentem – moim zdaniem. Powiedziałem, że jestem najlepszym bramkarzem młodszego pokolenia i udowodniłem to w ciągu ostatnich kilku miesięcy.” Patrząc na swoją przyszłość w Dortmundzie, dodał: „Muszę grać, zdobywać minuty i utrzymywać formę meczową. Jedno jest pewne: nie będę siedział na ławce w Dortmundzie. Nie przyjdę tam, żeby stać za Gregorem Kobelem bez szans na grę. Muszę być na boisku.”
Bramkarska rzeczywistość na dnie tabeli
W Heidenheim Ramaj szybko został pierwszym bramkarzem, zastępując doświadczonego Kevina Müllera. Niestety, jego zespół ma najgorszą defensywę w lidze, tracąc tyle samo bramek co VfL Wolfsburg. Co gorsza, Ramaj jako jedyny bramkarz w pięciu najsilniejszych ligach europejskich nie zanotował ani jednego czystego konta w tym sezonie.
Spadek do niższej ligi to dla niego nowość, a utrzymanie czystego konta jest niezwykle trudne, gdy drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Trener Heidenheim, Frank Schmidt, podkreśla jednak jego postawę: „Bramkarz zawsze jest w centrum uwagi. Ostatnio nie było mu łatwo, ale pozostaje pozytywny, pracuje niestrudzenie i działa, zamiast reagować.”
Choć w Pucharze Niemiec Ramaj obronił rzut karny w meczu z Bahlinger SC, w lidze jego ostatnie czyste konto pochodzi jeszcze z czasów gry w Kopenhadze, z maja ubiegłego roku. Jako były napastnik, Ramaj dobrze czuje się z piłką przy nodze i jego gra na przedpolu jest bardzo solidna. Jednak w swojej podstawowej roli, czyli ratowaniu strzałów, zdarzają mu się błędy. Obronił niespełna 60% strzałów na bramkę, co daje mu przedostatnie miejsce w lidze.
Strata sześciu bramek w kolejnych meczach to wyraźna słabość, a średnia 2,2 straconego gola na mecz tylko to potwierdza. Mimo to, dzięki dużej liczbie strzałów na swoją bramkę, Ramaj notuje 3,3 interwencji na 90 minut, co plasuje go na szóstym miejscu wśród bramkarzy.
„Jeśli utrzymamy się w lidze,” powiedział Ramaj dla kickera, „to będzie jak wygranie ligi z Bayernem Monachium. W mojej głowie utrzymanie się z Heidenheim jest jak zdobycie pucharu.”
Czy uda mu się poprawić te statystyki w ostatnich czterech kolejkach, jest niepewne. Drużyna traci siedem punktów do miejsca barażowego, a przyszłość Ramaja pozostaje otwarta. Trener Schmidt rozważa nawet danie szansy jego zmiennikowi, Frankowi Fellerowi, w kontekście potencjalnego spadku.
Nie wiadomo, gdzie Ramaj stanie między słupkami w przyszłym sezonie. Choć odrzuca pytania o przyszłość, jego celem jest „ustanowienie się numerem jeden w Dortmundzie”. Sytuacja BVB jest jednak skomplikowana – Gregor Kobel jest niekwestionowanym numerem jeden, a nawet drugi bramkarz, Alexander Meyer, przedłużył kontrakt. Kolejne wypożyczenie do ambitnego klubu wydaje się sensowne, ale ile takich tymczasowych epizodów może znieść ambitny bramkarz z trzyletnim kontraktem w klubie grającym w Lidze Mistrzów?
Diant Ramaj w tym sezonie notuje średnio 2,2 straconych goli na mecz.


