Belgia pokazała klasę, deklasując Nową Zelandię 5-1 i meldując się na czele grupy G. Choć jedno zwycięstwo nie wymaże wszystkich wątpliwości, to z pewnością dodało drużynie pewności siebie przed kolejną fazą turnieju. W tej wygranej kluczową rolę odegrała stara gwardia, wsparta błyskotliwymi występami młodszych graczy.
Gwiazdy w blasku fleszy
Wielu graczy zasłużyło na pochwały, ale to Leandro Trossard okazał się prawdziwym bohaterem spotkania. Skrzydłowy zdobył dwie bramki, po jednej przed i po przerwie, prowadząc belgijski atak. Trossard, który gra w swoich drugich mistrzostwach świata, wchodzi w rolę lidera, potwierdzając swój status najlepszego zawodnika meczu. Nie można zapomnieć o Kevinie De Bruyne, który przypomniał kibicom, dlaczego jest jednym z najlepszych. Jego gol był kwintesencją jego wieloletniej klasy. Na koniec, Romelu Lukaku, wchodząc z ławki, postawił przysłowiową kropkę nad "i", strzelając potężnym strzałem głową zaledwie chwilę po pojawieniu się na boisku. Ci dwaj weterani od lat tworzą trzon drużyny, a w tym meczu mieli godne wsparcie.
Każdy z graczy dał z siebie wszystko. Alexis Saelemaekers wpisał się na listę strzelców jako piąty zawodnik. Jeremy Doku siał zamęt na skrzydle, a Charles De Ketelaere stanowił silną obecność w ataku. Hans Vanaken z kolei kontrolował środek pola. Belgia od dawna słynęła z gwiazd, i nadal tak jest. W tym spotkaniu gwiazdy ułożyły się pomyślnie, a wsparcie rezerwowych było nieocenione.
Bramkarz nie musiał wiele interweniować po tym, jak w pierwszych dwóch meczach dał z siebie wszystko. Musiał jednak popisać się jedną obroną na początku drugiej połowy, gdy Nowa Zelandia próbowała wrócić do gry.
Obrońca prezentował się solidnie po lewej stronie, wnosząc sporo zarówno w ofensywie, jak i defensywie.
Grał płynnie, jego podania były precyzyjne, a defensywne zadania wykonał bez większego wysiłku.
Ponownie niewiele miał do roboty w obronie, ale był głównym punktem odniesienia, gdy Belgia operowała piłką.
Tworzył okazje za okazją, był prawdziwą siłą napędową ofensywy, która prawdopodobnie zasłużyła na więcej niż jedną asystę.
Odbierał piłkę i ją podawał, powtarzając ten schemat wielokrotnie.
To był De Bruyne z najlepszych lat. Wiele kontaktów z piłką, wiele strzałów, i w końcu jeden z nich znalazł drogę do bramki, dając Belgii trzeciego gola. Nadal ma to coś!
Absolutnie fantastyczny występ. Strzelił dwa gole, miał rzut karny anulowany przez VAR i przez cały mecz sprawiał Nowej Zelandii mnóstwo problemów. Niewiarygodna forma zawodnika, który często bywa niedoceniany w tej drużynie.
Pomimo gry przez zaledwie 56 minut, miał swoje momenty. Kilka z nich wynikało oczywiście z jego umiejętności mijania obrońców.
Nie był głównym bohaterem, ale cennym aktorem drugoplanowym. Był dobrym punktem odniesienia dla belgijskiej ofensywy, pozwalając innym czerpać korzyści z jego gry.
Wszedł na boisko za Doku i choć nie miał wielu kontaktów z piłką, wydawało się, że każdy z nich był znaczący.
Zdobył bramkę tuż przed końcem, wcześniej wyglądając groźnie w ataku.
Zastąpił De Bruyne, aby pomóc drużynie dowieźć zwycięstwo.
Strzelił gola przy pierwszym kontakcie z piłką, a potem asystował przy kolejnej bramce. Fantastyczny moment dla belgijskiej legendy.
Wszedł na boisko bardzo późno, razem z Lukaku, ale zanotował asystę przy golu napastnika.
Wygrana i dobre zarządzanie zmianami przez trenera. Dobry dzień, który dobrze ustawił Belgię na przyszłość.
Trener był zadowolony z wyniku i dobrze zarządzał zmianami, co dobrze wróży na przyszłość drużyny.