Mecz z Niemcami, mimo porażki, okazał się dla reprezentacji USA doskonałą okazją do nauki i oceny swoich możliwości. Wczesna strata bramki, zamiast podłamać zespół, stała się wyzwaniem, które pozwoliło sprawdzić reakcję drużyny pod presją.
Potężny strzał Robinsona i wszechstronność Tillmana
Antonee Robinson zaprezentował jeden z najpiękniejszych strzałów, jakie można zobaczyć. Jego bramka z woleja, zdobyta w pierwszej połowie, była jak błyskawica, która rozbudziła publiczność w Chicago. Choć Robinson nie słynie z częstych trafień, potrafi dostarczać takie momenty, które zapadają w pamięć. Jego kolega z drużyny, Tim Ream, z uśmiechem wspominał: „Zapytałem go, czy kiedykolwiek uderzył piłkę czyściej, a on twierdzi, że tak. To był niewiarygodny strzał. Gdy tylko piłka się uniosła, widziałem, czy to zrobi, i oczywiście, że to zrobił.”
Z drugiej strony, sam Robinson ponosi część odpowiedzialności za pierwszą bramkę dla Niemiec. Doskonale wykonany stały fragment gry przez przeciwników sprawił, że został zmuszony do indywidualnego pojedynku z Kaiem Havertzem, który wykorzystał okazję. To nie był najlepszy początek dla zawodnika, który potrzebował dobrego występu.
Malik Tillman pokazał swoją wszechstronność, grając na nieco innej pozycji w środku pola, u boku Tylera Adamsa i Westona McKennie. Ta zmiana okazała się skuteczna, a Tillman bez większych problemów poradził sobie z silną drużyną Niemiec. „To inna pozycja defensywnie,” przyznał sam zawodnik, „ale wciąż daje mi dużo swobody.” Wykreował trzy kluczowe podania, wygrał sześć z dziewięciu pojedynków i zanotował cztery odbiory. Jego pressing stanowił znaczącą różnicę dla gry USA. „Czasami grałem jako szóstka,” dodał, „wiem, co robić, jak się poruszać, jak dostać się do piłki. Tak, myślę, że jestem dość elastyczny, jeśli chodzi o pozycje.”
Balogun w cieniu, Havertz błyszczy
Folarin Balogun miał trudny dzień, głównie z powodu ograniczonej liczby sytuacji. W ciągu 72 minut na boisku zanotował zaledwie 20 kontaktów z piłką i wykonał dziewięć podań. Jego rola ograniczała się do biegania po kanałach, co pomagało otworzyć przestrzeń, ale sam napastnik nie mógł jej wykorzystać. Kilka razy było blisko, by się uwolnić, ale brakowało kluczowego podania. Mimo to, nie był niewidoczny i pokazał pewne obiecujące sygnały.
Kai Havertz natomiast potwierdził swój talent do zdobywania wczesnych bramek. Po trafieniu w finale Ligi Mistrzów, ponownie otworzył wynik meczu z USA już po minucie gry. Tym razem jednak jego drużyna nie tylko utrzymała prowadzenie, ale i zdobyła drugą bramkę, do której Havertz się przyczynił, asystując Leroyowi Sane. To był udany dzień dla zawodnika, który pomógł mu odwrócić kartę po bolesnej porażce w Lidze Mistrzów.


