Anglia po raz kolejny okazała się lepsza od rywali w dogrywce, zapewniając sobie miejsce w półfinale Mistrzostw Świata. Choć zwycięstwo jest smakowite, trener Thomas Tuchel nie ukrywa swojego niezadowolenia z postawy drużyny, wskazując na brak jakości technicznej.
Trudne warunki w Miami, z wysoką temperaturą i wilgotnością, zdawały się wpływać na grę Anglików na początku spotkania. Brakowało dynamiki w podaniach, mimo niemal całkowitej kontroli nad piłką. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy Norwegia wyszła na prowadzenie. Andreas Schjelderup, wykonując prawdopodobnie dośrodkowanie, posłał piłkę w kierunku Erlinga Haalanda, która po odbiciu od słupka wylądowała w bramce.
Jude Bellingham, który w tym turnieju wielokrotnie ratował swoją drużynę, ponownie pokazał swój geniusz tuż przed przerwą. Po otrzymaniu podania od Anthony'ego Gordona, Bellingham przejął piłkę, ruszył do przodu i precyzyjnym strzałem słabszą nogą pokonał bramkarza. Chwilę później mógł zdobyć bramkę dla Anglii, podając do Harry'ego Kane'a, ale gol nie został uznany z powodu spalonego.
W drugiej połowie Norwegowie przejęli inicjatywę, stwarzając sobie groźne sytuacje. VAR dwukrotnie interweniował, raz unieważniając bramkę po faulu Haalanda, a innym razem po tym, jak Kristoffer Ajer trafił w poprzeczkę. Anglia miała swoje momenty, między innymi po dośrodkowaniu Bukayo Saki, ale bez efektu. Mecz zmierzał do dogrywki.
W dogrywce Anglia szybko strzeliła bramkę. Po strzale Morgana Rogersa, bramkarz Norwegów nie zdołał złapać piłki, a Bellingham, który był najbliżej, dobił ją do siatki. Od tego momentu Anglia skupiła się na obronie, a Dan Burn i Jordan Pickford skutecznie odpierali ataki rywali.
To już kolejny raz, gdy Bellingham decyduje o losach meczu. Jego skuteczność w kluczowych momentach jest niepodważalna. Warto podkreślić, że stał się on drugim najmłodszym zawodnikiem w historii, który strzelił dwie bramki w kolejnych meczach fazy pucharowej Mistrzostw Świata. Pierwszym był Pele. Thomas Tuchel, mimo początkowego niezadowolenia, docenił jego postawę, mówiąc: „Połączcie Harry'ego i Jude'a, a resztę zrobią sami.”
Choć to miał być mecz Haalanda i Kane'a, to właśnie norweski napastnik rozczarował najbardziej. Mimo dobrej gry defensywnej Anglii, która skutecznie neutralizowała jego poczynania, Haaland nie był w stanie zagrozić bramce. Jego występ zakończył się bez bramki, przerywając serię 14 meczów z golem.
Warto docenić również pracę defensywy Anglii, zwłaszcza Johna Stonesa i Marca Guehiego, którzy przez pełne 120 minut stawiali opór rywalom. Tuchel komplementował obrońców: „Byliśmy dzisiaj bardzo, bardzo dobrzy w środku obrony. Bez przerwy pracowali nad Haalandem… byli fizyczni, odważni, bardzo, bardzo silni przez cały mecz.”
Elliot Anderson, mimo pewnych niedociągnięć w grze, okazał się kluczowym elementem w środku pola, szczególnie po zejściu Declana Rice'a. Jego umiejętność utrzymania piłki i kreowania gry była ważna w chaotycznych momentach meczu.
Niestety, dla norweskiego bramkarza Nyland'a, ten mecz okazał się tragiczny. Po świetnym występie przeciwko Brazylii, tym razem jego błąd przy strzale Rogersa pozwolił Bellinghamowi na zdobycie decydującej bramki. Nyland, ze łzami w oczach, potrzebował pocieszenia od kolegów.
Obiektywnie rzecz biorąc, fakt, że Tuchel nie jest w pełni zadowolony, jest nieco zabawny. Chociaż jego standardy i taktyczne dążenia są zrozumiałe, Anglia awansowała do czwartego w historii półfinału Mistrzostw Świata. Jego uwagi dotyczące braku tempa i jakości technicznej są uzasadnione, ale w tym momencie liczą się wyniki. Tuchel potrafił dokonać skutecznych zmian, które wpłynęły na przebieg gry, wykorzystując cały potencjał kadry.
Decyzja o wczesnym zdjęciu z boiska Declana Rice'a, który zmagał się z problemami zdrowotnymi, była strategicznym posunięciem Tuchela, mającym na celu zachowanie elastyczności taktycznej w przypadku dogrywki. „Wiedziałem, że nie wytrzyma 90 minut, a była możliwość, że mecz potrwa 120 minut. Więc nie chciałem zmarnować kolejnej szansy, dlatego podjąłem decyzję o wcześniejszym zdjęciu Rice'a niż było to konieczne, aby zaoszczędzić kolejne zmiany na później,” wyjaśnił Tuchel.
Decyzja ta okazała się słuszna, choć Rice wyglądał na zmęczonego. Tuchel ma nadzieję, że jego kluczowy zawodnik wróci do formy na nadchodzący mecz.