Nadszedł moment, na który czekali całe życie, lecz zamiast triumfu, nadeszła bolesna porażka. Noc, która miała być przełomem dla amerykańskiej piłki nożnej, stała się koszmarem, który gracze będą chcieli zapomnieć.
Wynik 4-1 z Belgią był gorzkim przypomnieniem, jak daleko jeszcze do światowej czołówki. Wielu zawodników po meczu nie potrafiło znaleźć prostych odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak. Tyler Adams, pomocnik, przyznał: „W tej chwili zawiedliśmy ich, ale myślę, że razem ludzie sympatyzowali z tą drużyną, ponieważ byliśmy dla nich bliscy. Reprezentowaliśmy dokładnie to, czym są Stany Zjednoczone. Dziś nie był dobry dzień... Zaczynasz myśleć o tym, co mogłeś zrobić lepiej. Takie jest środowisko elitarnego sportu. Gdyby nikt nigdy nie przegrywał, prawdopodobnie nie byłoby postępu, a to dotyczy najlepszych graczy na świecie. Przechodzisz przez to, stawiasz się w tych sytuacjach, żeby spróbować się przebić. W tej chwili, tak, to jest okropne.”
To, co najbardziej boli, to świadomość, że szansa była na wyciągnięcie ręki. Okazja, która otworzyła się przed amerykańską drużyną narodową, zarówno w tym meczu, jak i przez cały sezon, była ogromna. Niestety, pozwolili jej się wymknąć, prezentując najgorszą formę w najgorszym możliwym momencie. Ta refleksja może przetrwać dłużej niż jakiekolwiek inne wnioski z tego turnieju.
Prawie każdy zawodnik U.S. Men's National Team powtarzał to samo: coś było nie tak. Adams wskazywał na drobne błędy: drugie piłki, złe podania, momenty, w których gracze znajdowali się kilka metrów od swojej optymalnej pozycji. Ale były też poważne błędy: zagotowanie przy pierwszej bramce, strzał zza pleców przy drugiej, pomyłka Matta Freese przy trzeciej i strata Chrisa Richardsa, która doprowadziła do czwartego gola. Ostatecznie, nie można było wskazać jednego winowajcy, ponieważ wszystkie te elementy, niezależnie od ich wielkości, poszły źle.
Folarin Balogun podsumował: „Nie sądzę, żebyśmy dzisiaj zagrali dobrze jako zespół. W innych meczach graliśmy dobrze. To było bardzo intensywne. Potrafiliśmy czerpać energię z tłumu, a dzisiaj nie daliśmy mu wielu powodów do radości. To jest najbardziej rozczarowujące i to najbardziej boli mnie osobiście.”
Jak zauważył Balogun, było niewiele momentów, w których kibice U.S. MNT mogliby się włączyć. Mogli jedynie patrzeć, jak ich bohaterowie nie sprostali wyzwaniu w taki sposób, jak przeciwko Paragwajowi, Australii czy Bośni i Hercegowinie. Belgia to jednak zupełnie inna drużyna, dużo lepsza.
Czy problemem jest talent? Może ta drużyna, złożona z graczy czołowych europejskich lig, nie jest tak dobra, jak wszyscy myśleli? Może sami siebie przeceniali? To mogłoby tłumaczyć, dlaczego płynne kombinacje nigdy nie przerodziły się w coś bardziej pragmatycznego, a gdy Plan A zawiódł, zespół wyglądał na przestraszonego. Po tygodniach rozmów o tym, jak zrelaksowana jest ta drużyna, w jej grze nie było nic z luzu. Była chaotyczna i nieuporządkowana. Po raz pierwszy w tym sezonie mierząc się z przeciwnikiem z absolutnej światowej czołówki, Stany Zjednoczone nie mogły dyktować tempa gry. Kiedy tak się stało, wpadli w panikę.
Sebastian Berhalter, pomocnik, wyraził swoje przekonanie: „Myślę, że musimy po prostu pozostać sobą, niezależnie od przeciwnika. Pozostać sobą, tą wysokoprasującą, dynamiczną drużyną, amerykańskim stylem, która się nie poddaje, agresywną drużyną. Może dzisiaj trochę straciliśmy to z oczu. Oni oczywiście byli lepszą drużyną, a my po prostu musimy być sobą, naszym DNA i tym, kim jesteśmy jako Amerykanie.”
Z jakiegoś powodu, tak się nie stało. Z zewnątrz można spekulować. Może Amerykanie byli przytłoczeni przeciwnikiem, który nigdy nie bał się ich presingu. Może przytłoczyła ich sama okazja, ogromna oglądalność telewizyjna, rekordowa widownia lub presja związana z szansą na prawdziwą zmianę. W końcu ten mecz mógł coś zmienić, ale nie na lepsze.
Wielu zawodników, mimo rozczarowania, podkreślało, że to bolesny, ale wciąż krok naprzód. Jak powiedział bramkarz Matt Freese: „To boli. Ten moment boli. Ten moment boli bardziej i kłuje bardziej niż prawdopodobnie jakikolwiek inny moment w moim życiu, ale wiem, że to jest krok na dłuższej drodze. Wiem, że przed tą federacją i tą grupą są wielkie rzeczy, i to jest jeden krok. To bolesny krok, ale niezależnie od tego, to jest krok.”