Jose Mourinho zdradził sekret, który mrozi krew w żyłach fanów futbolu – w 2013 roku faktycznie podpisał umowę z Manchesterem United, mając zostać następcą Sir Alexa Fergusona. Ten zwrot akcji, jak się okazuje, miał głębokie podłoże emocjonalne.
Serce wybrało Stamford Bridge
Po odejściu z Realu Madryt, portugalski strateg był już praktycznie dogadany z Czerwonymi Diabłami. Jednak w ostatniej chwili, kierując się silnymi więzami z Chelsea i potrzebą poczucia się kochanym, Mourinho wycofał się z porozumienia. Manchester United ostatecznie postawił na Davida Moyesa jako sukcesora Fergusona. W dokumencie Netflixa "Mourinho" trener przyznał, że w 2013 roku, opuszczając Real Madryt, podpisał kontrakt z Manchesterem United, aby objąć posadę po Sir Alexie. Jak sam podkreślił, Manchester United ma niesamowity urok i jest bardzo blisko Realu Madryt w swojej wielkości, jednak miłość do konkretnego klubu okazała się silniejsza niż miłość do futbolu. Potrzebował poczucia bycia kochanym po okresie spędzonym w Madrycie.
Sir Alex Ferguson potwierdził te doniesienia, wspominając, jak Mourinho zadzwonił do niego płacząc, by wyznać, że nie może złamać danego słowa Chelsea. Choć rozumiał powody Portugalczyka, był rozczarowany. Ta emocjonalna decyzja zaowocowała trzecim tytułem mistrza Premier League dla Mourinho z Chelsea w sezonie 2014-15. Ostatecznie, w 2016 roku, Portugalczyk objął stery w Manchesterze United.
Dramatyczna ścieżka kariery, bez żalu
Mourinho przyznaje, że utrata szansy na zostanie trenerem zastępującym Sir Alexa Fergusona była dla niego dramatem. Jednak nie żałuje swojej decyzji, ponieważ kierował się sercem. Uważa, że działanie z miłości nigdy nie jest złe. Powrócił do Chelsea z poczuciem powrotu do domu, ale i z ogromną odpowiedzialnością, by nie zniszczyć swojej dotychczasowej historii i dziedzictwa. To historyczne wyznanie rzuca nowe światło na okres po odejściu Fergusona, który wpłynął na późniejszą dominację United, od którego czasu klub nie zdobył tytułu Premier League.


