TITLE: Meksyk lepszy od Australii, Vazquez błyszczy EXCERPT: El Tri pokonali Australię 1:0, przedłużając passę bez porażki. Mecz w Pasadenie był okazją do oceny zawodników przed ostatecznym wyborem kadry na Mistrzostwa Świata.
Meksyk pokonał Australię 1:0, przedłużając swoją imponującą serię bez porażki, choć sam występ pozostawił wiele do życzenia. Przed blisko 79 tysiącami kibiców na Rose Bowl, El Tri wykonali zadanie, ale zwycięstwo miało bardziej smak sprawdzianu niż manifestacji siły przed nadchodzącymi Mistrzostwami Świata.
Kluczowe 24 godziny czekają Meksykanów. Trener Aguirre ma ogłosić ostateczny skład kadry na Mundial, a ten mecz był jedną z ostatnich szans dla zawodników walczących o miejsce w wyjściowej jedenastce. Niektórzy wzmocnili swoją pozycję, inni nie wykorzystali okazji.
Największym plusem był sam wynik. Meksyk wygrał, pozostał niepokonany i ponownie poczuł wsparcie swojej licznej bazy fanów w Stanach Zjednoczonych. Jednakże, jakość gry była nierówna. Brakowało efektownych zagrań, płynności w ataku i klarowności w ostatniej tercji boiska. Dla trenera było to cenne źródło informacji, dla drużyny – zwycięstwo, które mogło być bardziej przekonujące.
Gwiazda w obronie i nie tylko
Vazquez pokazuje klasę
Najjaśniejszą postacią na boisku był bez wątpunkty Johan Vazquez. Doskonale wywiązał się ze swoich obowiązków w obronie, a do tego dołożył bramkę. Jego świetny sezon w Genoi, gdzie pełni rolę kapitana, wyraźnie podniósł jego notowania i umocnił pozycję w reprezentacji. Vazquez jawi się jako jeden z prawdziwych liderów drużyny.
Raul Rangel, bramkarz, nie miał zbyt wielu okazji do interwencji, choć pod koniec pierwszej połowy potrzebował lepszej komunikacji z Mateo Chavezem. Jego skłonność do wychodzenia z bramki, niczym libero, może czasem generować niepotrzebne napięcie w defensywie. Jorge Sanchez zaprezentował słaby występ na prawej obronie, popełniając błędy i nie oferując wystarczająco dużo w ofensywie. Edson Alvarez wciąż szuka optymalnej formy, nie w pełni przekonując w pojedynkach i przy wyprowadzaniu piłki.
Mateo Chavez był bardzo aktywny w ofensywie, a jego pressing po stracie czyni go atrakcyjną opcją na lewej flance, zwłaszcza gdy Jesus Gallardo jest niedostępny. Choć wymaga jeszcze pracy nad detalami defensywnymi, pozostaje jednym z najbardziej interesujących młodych prospektów. Luis Romo nie błyszczał w roli defensywnego pomocnika, będąc zbyt statycznym, gdy drużyna potrzebowała progresji. Luis Chavez natomiast był bardzo aktywny od początku meczu, oddając strzały z dystansu i uczestnicząc w stałych fragmentach gry, a jego świetny odbiór zapobiegł groźnej sytuacji. Alvaro Fidalgo potrzebował czasu, by się zaaklimatyzować, co jest zrozumiałe po zaledwie trzech startach. Orbelin Pineda zaliczył bardzo słaby występ, brakowało mu kreatywności i elementu zaskoczenia. Guillermo Martinez był bardziej obecny przy stałych fragmentach niż realne zagrożenie, nie stwarzając problemów obrońcom Australii.
Alexis Vega, mimo pewnych obaw o jego wytrzymałość, asystował przy pierwszej bramce i pozostaje zawodnikiem, któremu trener Aguirre ufa. Guillermo Ochoa, witany owacją, potwierdził swoją klasę i spokój, który definiuje jego karierę. Santiago Gimenez wciąż czeka na bramkę dla Meksyku, choć starał się współpracować z kolegami. Cesar Huerta, którego siłą jest drybling, nie pokazał tej umiejętności. Israel Reyes zanotował świetne przechwyty i wniósł stabilność po wejściu na boisko. Cesar Montes, choć nieco niepewny przy piłce, potrzebuje więcej minut, by osiągnąć optymalną formę. Gilberto Mora miał trudności z adaptacją i nie wpłynął na grę tak, jakby tego oczekiwał. Julian Quiñones brał na siebie odpowiedzialność, próbując grać kreatywnie. Erik Lira prezentował spokój i dobrą kontrolę piłki, co czyni go mocnym kandydatem do gry. Obed Vargas dodał równowagi w środku pola, nie robiąc nic spektakularnego, ale pomagając drużynie się ustabilizować.
Johan Vazquez zagrał znakomicie.


