Wszystkie aktualności

Mauricio Pochettino: Amerykańskie lekcje i marzenie o Pucharze Świata

24 czerwca 2026 16:30 1 dni temu

Mauricio Pochettino dzieli się swoim podejściem do pracy z reprezentacją USA, wskazując na kluczowe lekcje, które napędzają jego wiarę i legacy, które chce budować.

W biurze Mauricio Pochettino, położonym w hotelu reprezentacji USA na niższych piętrach, panuje wyjątkowa atmosfera. Szybkie spojrzenie na balkon otwiera zapierający dech w piersiach widok na Pacyfik, który nawet po kilku tygodniach pobytu w tym miejscu wciąż zachwyca trenera.

„Dwudziesta czwarta godziny na dobę widzisz tam ludzi surfujących” – mówi Pochettino, wpatrując się w zachodzące słońce nad oceanem. „Trochę nudne, prawda? Czekają na idealną falę, która nigdy nie nadchodzi.” Ta refleksja doskonale oddaje sposób myślenia szkoleniowca amerykańskiej kadry, człowieka, który nie chce po prostu siedzieć, czekać i liczyć na szczęśliwy zbieg okoliczności.

Na ścianie za nim roi się od cytatów, mantr, hołdów i przemyśleń, wszystko własnoręcznie zapisane. Nad tym wszystkim widnieje sześć wielkich liter. Te dwa słowa, jak wyjaśnia Pochettino, są sednem wszystkiego. To powód, dla którego podjął się tego zadania i dla którego potrafił nawigować przez najtrudniejsze chwile. Powtarza je sobie każdego dnia i często zwraca się nimi do swoich zawodników. Pamięta pierwszy raz, kiedy je wypowiedział, i spontaniczność tej chwili, co tylko podkreśla ich znaczenie.

Moment ten nastąpił w listopadzie, podczas pozornie rutynowego spotkania drużyny. Amerykanie weszli do sali, spodziewając się typowej odprawy, a wyszli z ideałem. "Nigdy nie przygotowuję się do spotkań” – przyznaje Pochettino. "Oczywiście, przygotowuję się mentalnie, ale ostatecznie liczy się intuicja, uczucia, emocje. W tamtej chwili powiedziałem: 'Chodźcie, chłopaki! Słuchacie mnie, musimy uwierzyć. Dlaczego nie my? Co? Dlaczego nie? Możemy pokonać tych, którzy są tam, nawet jeśli nikt w nas nie wierzy.”

To prawda, on sam w to głęboko wierzy, podobnie jak jego zawodnicy. Całe lato zadają sobie to pytanie, zastanawiając się nad swoim miejscem na domowym Pucharze Świata. Krótko mówiąc, pytają: „dlaczego nie?”. W pierwszych dwóch meczach mistrzostw świata żyją tymi słowami, odnosząc zwycięstwa 4:1 nad Paragwajem i 2:0 nad Australią. Pytania te nie tylko rozbrzmiewają w sali odpraw, ale też zadają je obserwatorzy na całym świecie: dlaczego ta drużyna nie może wygrać? I co by się stało, gdyby się udało?

Ostatecznie tylko jedna drużyna podniesie puchar. Statystyki mówią, że nie będzie to USA. Ale może być, a ludzie zaczynają w to wierzyć. W pewnym sensie Pochettino już wykonał swoje zadanie, które postawił sobie mniej niż dwa lata temu. Przybył do Ameryki i znalazł kraj potrzebujący czegoś, w co mógłby uwierzyć. Ten kraj mógł właśnie znaleźć to, czego szukał, w osobie trenera i drużyny, która teraz stara się stworzyć własną idealną falę.

"To bycie częścią czegoś, co może stworzyć dziedzictwo” – mówi. "Dla mnie to najważniejsze dziedzictwo: połączenie między reprezentacją a kibicami. To jest dla mnie dziedzictwo. Nie chodzi tylko o wygranie Pucharu Świata, chociaż oczywiście chcemy wygrać, ale to jest dziedzictwo, którego potrzebujemy.”

Budowanie dziedzictwa Pochettino potrwa najbliższe tygodnie, a już zapewnione miejsce w fazie pucharowej sprawia, że jest jeszcze wiele do napisania. Jednak dotychczas wszystko idzie zgodnie z planem. Nie zawsze tak było, a cytaty za biurkiem Pochettino to odzwierciedlają. Nie wszystkie są bezgranicznie pozytywne czy optymistyczne; niektóre służą jako przypomnienie dla trenera, jego zawodników i każdego, kto potrzebuje chwili refleksji nad tym, jak to wszystko się ukształtowało.

Pochettino przyznaje, że płakał po porażce w finale Złotego Pucharu z Meksykiem. Nie chodziło o samą przegraną, bo doświadczył ich wiele. Nie chodziło o występ czy zmarnowaną szansę. Tego dnia, przed zawodnikami, łzy płynęły mu z oczu z powodu tego, co zobaczył, a co ważniejsze, co usłyszał. W Houston USA uległo Meksykowi na trybunach wypełnionych zielonym, białym i czerwonym. Pochettino czuł, że to niesprawiedliwe i zastanawiał się, co jest potrzebne, aby jego zawodnicy poczuli takie wsparcie. Wiedział, że jest to możliwe, widział to na pierwszym meczu futbolu uniwersyteckiego między Ohio State a Texasem. Tego dnia jednak, jak w wielu innych przedtem, USA było drużyną wyjazdową na własnym terenie. Nie brakowało im wsparcia jako takiego, ale nie czuli go na stadionach.

"Czułem się tak smutny za wszystkich Amerykanów” – mówi. "Za zawodników, za sztab. Gramy na własnym terenie, we własnym kraju, a tam jest 70 tysięcy Meksykanów śpiewających 'Płacz i płacz', 'Llorar y Llorar' we własnym kraju. Nie mogę tego zaakceptować. To było bolesne, bardzo bolesne.”

Niecały rok później, w Seattle, po zwycięstwie nad Australią, Pochettino przytula wszystkich wokół. Stadionem rozbrzmiewa „Country Roads”, a tysiące Amerykanów śpiewa swoją piosenkę, celebrując własny moment. To, według niego, jest kultura. To jest to, o co walczył od początku. Wierzy, że kultura zawsze tam była.

"Moje pytanie brzmiało: 'dlaczego nie?'” – powtarza to samo pytanie. "Jeśli kibice są bardzo pełni pasji, dlaczego nie są z nami, z futbolem? Pokażą tę samą, ogromną pasję. Jest ona tak potężna dla zawodników, a teraz to osiągnęliśmy. Myślę, że to niesamowite i może to trochę zmienić grę, ponieważ bycie częścią czegoś, pomoc w ewolucji w bardzo dobrym kierunku, tego sportu, który kochamy. Czujemy pasję. Jeśli Amerykanie zaczną okazywać pasję również w naszym sporcie, nie tylko w innych, dlaczego nie być tutaj i być częścią czegoś?” Dodaje: "Bycie tutaj to niesamowite wyzwanie, a piłka nożna jest bardzo dynamiczna i zmienia się po nawiązaniu kontaktu. Drużyna zaczyna to czuć z kibicami w Charlotte, w Chicago, w Los Angeles i w Seattle. To zupełnie inaczej niż we wszystkich wcześniejszych meczach.”

To nie wydarzyło się z dnia na dzień. Zwycięstwa na Pucharze Świata z pewnością pomagają, ale nie można zaprzeczyć bólom wzrostu, które doprowadziły Pochettino i jego zawodników do tego momentu. Porażki, krytyka, pytania – wszystko to narastało w środkowej części jego kadencji, gdy minął początkowy entuzjazm związany z nowym trenerem. Nawet to było, według Pochettino, oczekiwane, chociaż sam przyznaje, że przez pewien czas było gorzej, niż przewidywał.

Pochettino wiedział, że to nadejdzie, i z perspektywy czasu cieszy się, że tak się stało. Kiedy USA doznało upokorzenia w Lidze Narodów CONCACAF w marcu 2025 roku, Pochettino ani trochę się nie dziwił. Jego drużyna zasłużyła na to. Potrzebowała tego. "Dostaliśmy mocne uderzenie, a my nie byliśmy znokautowani przez jakiś czas” – przyznaje Pochettino ze śmiechem, dodając, że on i jego zespół mogli być trochę "naiwni" co do tego, jak bardzo USA popadło w samozadowolenie po jego przybyciu. *"Powied

Źródło: goal.com

Zobacz również