Mecz Holendrów z Japonią zakończył się remisem, co z pewnością pozostawiło niedosyt po obu stronach. Mimo momentów olśniewającej gry, obrona zawiodła w kluczowych momentach.
Piłkarski rollercoaster w Dallas
Pierwsza połowa spotkania była dosyć zachowawcza, obie drużyny nie chciały ryzykować zbytnio w posiadaniu piłki, co przełożyło się na niewielką liczbę klarownych sytuacji. Donyell Malen był bliski otwarcia wyniku już w trzeciej minucie, ale jego strzał obronił Zion Suzuki. Dopiero po przerwie Holendrzy zdołali znaleźć drogę do bramki. Virgil van Dijk, najwyżej wyskoczyli do dośrodkowania Ryana Gravenbercha z prawej strony i celnym strzałem głową pokonał bramkarza. Japonia odpowiedziała jednak błyskawicznie, bo już po niecałych siedmiu minutach. Keito Nakamura wpadł w pole karne, oddał strzał, który po rykoszecie od Jana Paula van Hecke trafił do siatki.
Chwilę później światła reflektorów skierowały się na West Hamu, skrzydłowego Summerville'a. Odebrał piłkę na skraju szesnastki, zszedł do lewej nogi i precyzyjnym strzałem zza pola karnego, po czym piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Take Kubo próbował natychmiast odpowiedzieć, ale jego mocny strzał z dystansu minimalnie minął bramkę. Cody Gakpo zmusił jeszcze do interwencji Suzuki, ale pod rosnącą presją Japonii, Holendrzy nie zdołali utrzymać prowadzenia. W 89. minucie Koki Ogawa strzałem głową, po kolejnym rykoszecie od klubowego kolegi, Daichiego Kamady, doprowadził do wyrównania.
Gra obronna Holendrów pozostawiała wiele do życzenia. Bramkarz, mimo że nie miał szans przy pierwszym golu po rykoszecie, powinien lepiej zachować się przy drugim wyrównaniu. Boczny obrońca nie mógł pokazać pełni swoich umiejętności ze względu na taktykę zespołu. Solidne występy zaliczył środkowy obrońca z Brighton, choć niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Kapitan zespołu, pewny w obronie, otworzył wynik spotkania. Młody zawodnik dobrze wykorzystywał swoją szybkość do odbiorów, ale nie wyglądał na w pełni komfortowego na pozycji bocznego obrońcy.
Środkowy pomocnik z Liverpoolu miał mieszany występ, zaliczając dwa asysty, ale też powinien lepiej zareagować przy bramce dla Japonii. W środku pola brakowało dynamiki, choć zawodnik starał się spajać grę. Dośrodkowania z rzutów wolnych były dobre, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale poza tym mało aktywne. Skrzydłowy pokazał szybkie nogi w ciasnych obszarach i posłał kilka groźnych, nisko lecących dośrodkowań. Sam wziął na siebie odpowiedzialność za zdobycie drugiej bramki dla Holandii, popisując się finezyjnym wykończeniem. W pierwszej połowie był największym zagrożeniem dla bramki rywali, ale po przerwie jego aktywność zmalała. Zbyt często decydował się na podanie do tyłu zamiast na drybling.
Rezerwowi nie wnieśli znaczącego ożywienia do gry. Zastępujący Malena po przerwie, nie potrafił nawiązać kontaktu z piłką. Zawodnik, który pojawił się na boisku w ostatnich 10 minutach, miał za zadanie uszczelnić obronę. Ostatecznie, brak przygody w pierwszej połowie był niepokojący, a późniejsze zmiany i brak koncentracji w obronie okazały się kosztowne.
Nakamura wpadł w pole karne i oddał strzał, który po rykoszecie od Jana Paula van Hecke trafił do siatki.