Kiedyś nazwisko Fabrizio Romano było synonimem pewności w świecie transferów piłkarskich. Dziś jednak jego metody i reputacja budzą coraz więcej wątpliwości, a fani i dziennikarze zaczynają kwestionować jego nieomylność.
Złoty wiek "Here we go"
Pamiętacie czasy, gdy letnie i zimowe przerwy w rozgrywkach były dla kibiców synonimem nudy? Dni mijały w oczekiwaniu na powrót emocji na boiska. Rynek transferowy istniał, a radość z nowego, ekscytującego zawodnika w barwach ulubionej drużyny była równie wielka jak dzisiaj. Różnica polegała jednak na sposobie jego relacjonowania. Wielkie kluby, takie jak Real Madryt czy Bayern Monachium, potrafiły zaskoczyć fanów niespodziewanymi transferami, bez wcześniejszych przecieków. Codzienny potok plotek i spekulacji nie był jeszcze tak wszechobecny. Wszystko działo się wolniej i ciszej. Aż do momentu, gdy na scenie pojawił się Fabrizio Romano.
Około 15 lat temu Romano zaczął rewolucjonizować sposób informowania o futbolu, zwłaszcza w kontekście transferów. Już w 2011 roku, zaledwie 18-letni wówczas dziennikarz, zaskoczył świat ekskluzywnymi informacjami dotyczącymi przenosin młodego talentu z La Masii, Mauro Icardiego, z Barcelony do Sampdorii. To był jego pierwszy wielki "Here we go", choć wtedy jeszcze nie używał tego hasła. Kolejnych było mnóstwo. Kiedy dwa lata później Icardi zamienił Empoli na Inter Mediolan, Romano ponownie był pierwszy z informacją. Tym razem zdobył ją od agenta zawodnika, którego poznał wcześniej w Mediolanie. Pozwoliło mu to dowiedzieć się o finalizacji transakcji na długo przed tradycyjnymi mediami, co szybko ugruntowało jego pozycję we Włoszech.
W 2012 roku Romano znalazł swoje miejsce w Sky Italia, gdzie pracował pod skrzydłami Gianluca Di Marzio, już wtedy uznanego eksperta od transferów. Do momentu rozpoczęcia własnej działalności w 2018 roku, skupiał się głównie na budowaniu swojej sieci kontaktów wśród agentów, działaczy klubowych i samych piłkarzy. Ta sieć stała się fundamentem jego modelu dziennikarstwa transferowego, opartego na szybkości i ekskluzywności.
Ciemniejsza strona sławy
Prawdziwy przełom nastąpił około 2019 roku. Od tamtej pory Romano konsekwentnie publikował swoje tweety po angielsku, docierając do globalnej publiczności. Jego słynne "Here we go" w przypadku finalizacji transferu stało się internetowym fenomenem i jego znakiem rozpoznawczym. Dzięki doskonałym kontaktom wśród piłkarzy, doradców i oficjeli, Romano wielokrotnie udowadniał, że potrafi przewidzieć nadchodzące ruchy transferowe. Kibice szybko zaczęli postrzegać go jako najbardziej wiarygodne źródło informacji na rynku. Kiedy padało "Here we go" od Fabrizio, można było być pewnym, że transfer dojdzie do skutku. Wielu ufało mu bardziej niż niektórym uznanym mediom. Dziś prowadzi własne kanały z dziesiątkami milionów obserwujących i współpracuje między innymi z angielskim Guardianem oraz amerykańską CBS Sports. Jego profil urósł do tego stopnia, że profesjonalne kluby regularnie zatrudniają go do ogłaszania nowych nabytków w oficjalnych filmach na mediach społecznościowych. Według jego własnych słów, piłkarze często pytają go w prywatnych wiadomościach, dokąd zmierzają ich koledzy z drużyny lub kto będzie ich nowym trenerem.
Jednak od tego lata nastroje uległy zmianie. Popyt na wysokiej jakości dziennikarstwo transferowe wydaje się nadal silny, co teoretycznie powinno być idealnym gruntem dla Romano do umacniania pozycji nieomylnego guru transferów. Tymczasem Włoch nie cieszy się już tak niekwestionowaną pozycją jak kiedyś. Krytyka samego dziennikarstwa transferowego narasta, ponieważ coraz bardziej wymyka się ono spod kontroli, a metody Romano szczególnie napotykają na coraz silniejszy opór.
Od pewnego czasu krytycy zarzucają mu stawianie szybkości ponad rzetelnymi standardami dziennikarskimi. Aby zwiększyć zasięgi i liczbę kliknięć, Romano lubi publikować wyniki ważnych meczów na kilka minut przed końcowym gwizdkiem, tylko po to, by je usunąć, gdy padnie gol. Spotkał się również z ostrą krytyką za sposób relacjonowania tragicznej śmierci napastnika Liverpoolu, Diogo Joty, publikując liczne aktualizacje i spotykając się z zarzutami, że próbuje wykorzystać wydarzenie dla własnych korzyści i zysku.
Pod koniec lipca tego roku Reddit nawet zbanował Romano, ponieważ jego zdaniem moderatorzy stosuje "wątpliwe praktyki dziennikarskie". Na subreddicie Soccer Romano nie może już być używany jako źródło. Platforma uzasadniła swoją decyzję między innymi "rosnącym niezadowoleniem" wielu użytkowników z jego działań. Pojawiły się również obawy natury moralnej. W oświadczeniu stwierdzono: "Romano dał platformę Masonowi Greenwoodowi, który był krytykowany z powodu zarzutów o gwałt". Angielska gwiazda Greenwood została aresztowana w styczniu 2022 roku pod zarzutem gwałtu, napaści i grożenia śmiercią. Jego ówczesny klub, Manchester United, zawiesił go. Około rok później, w lutym 2023 roku, zarzuty zostały wycofane.
Następnie doszło do publicznego "starcia" między Romano a dziennikarzem transferowym Sky, Florianem Plettenbergiem. Dotyczyło ono zbliżającego się transferu Yana Diomande z RB Lipsk do Realu Madryt. Romano wiele dni temu opublikował swoje obowiązkowe "Here we go", sugerując, że transfer jest już dopięty. Plettenberg stanowczo temu zaprzeczył i oskarżył Włocha o przypisywanie sobie cudzych ekskluzywnych informacji. Sytuacja zaogniła się, gdy Romano opublikował prywatne wiadomości między nimi, zarzucając reporterowi Sky hipokryzję. "Może powinienem udostępnić wiadomości sprzed kilku lat, w których pytałeś mnie: 'Jak mogę zwiększyć liczbę obserwujących?' albo 'Twoja praca jest moją motywacją'," napisał Romano na swoim koncie X. Plettenberg odpowiedział: "Smutny rozwój wydarzeń. W przeciwieństwie do ciebie, nasze rozmowy będę traktował poufnie. Kiedyś byłeś wzorem dla wielu. Dla mnie również. Niestety, już nim dla mnie nie jesteś. Jestem po prostu wdzięczny, że sam mogę być wzorem dla innych."
Dalszym dowodem na to, że Plettenberg trafił w czuły punkt, była środa i wypowiedź dyrektora sportowego RB Lipsk, Marcela Schäfera. "Rozumiem, że to gorący temat," wyjaśnił na marginesie obozu treningowego Byków w Austrii: "Ale zasadniczo nie chcę wchodzić w dalsze szczegóły rozmów z poszczególnymi klubami. Jeśli będziemy mieli coś do ogłoszenia, zrobimy to." Schäfer następnie skierował celną uwagę pod adresem ostatnich doniesień Romano. "Co jest jasne, to to, że jeden lub dwóch tak zwanych ekspertów transferowych już siedem do dziesięciu dni temu donosiło, że coś jest 'zrobione' lub 'Here we go'. Tak po prostu nie jest. W tych sprawach prowadzi się rozmowy z różnymi stronami."
Wpływ Romano przyczynił się również do tego, że współczesna piłka nożna coraz bardziej oddala się od swojego prawdziwego sedna, czyli gry na boisku, w kierunku rywalizacji między dziennikarzami transferowymi o jak najszybszą sprzedaż


