Napięcie sięgnęło zenitu na Emirates Stadium, gdy Emi Martinez, po jednym z najtrudniejszych wieczorów w barwach Aston Villi, musiał zmierzyć się z furią opuszczających stadion kibiców Arsenalu. Cztery stracone bramki i brutalna demonstracja siły ze strony Kanonierów sprawiły, że atmosfera zgęstniała do granic możliwości, a były golkiper Arsenalu znalazł się w centrum niechcianej uwagi.
Gniew na murawie i poza nią
Martinez, który spędził dekadę na Emirates Stadium, nie mógł zapobiec kolejnym bramkom dla Arsenalu. Szczególnie bolesny był pierwszy gol, stracony po starciu z Gabrielem Magalhaesem, gdzie golkiper Aston Villi wydawał się być wyłączony z gry, nie potrafiąc narzucić swojej obecności. Niestety, to był dopiero początek wieczoru, w którym Villa była wyraźnie gorsza. Poza trafieniami Zubimendiego, Trossarda i Gabriela Jesusa, honorową bramkę dla gości zdobył Ollie Watkins.
Jednak prawdziwy dramat rozegrał się po ostatnim gwizdku. Gdy Martinez kierował się w stronę tunelu, z trybun posypały się obelgi i kpiny. Kibice, pamiętając jego charakterystyczną pewność siebie, zaczęli kwestionować jego postawę. Słychać było okrzyki: "„Nie tańczysz już, prawda?"" i inne, wyrażające frustrację: "„Jesteś wstrząśnięty! Spadaj, spadaj, spadaj! Jest tak wstrząśnięty. Obudź się, obudź się"". Te słowa, mające na celu sprowokowanie byłego gracza, tylko podsyciły jego irytację. Martinez odwrócił się, by odpowiedzieć, a jego zirytowanie było widoczne na pierwszy rzut oka. Dopiero interwencja sztabu Aston Villi, który próbował załagodzić sytuację i uniknąć eskalacji konfliktu, odwiodła go od dalszej konfrontacji. To wydarzenie stanowi kolejny rozdział w historii wzajemnych relacji, które stopniowo się psują od jego odejścia z północnego Londynu w 2020 roku.
Dekada w cieniu i nagłe odejście
Kariera Emi Martineza w Arsenalu to historia pełna zwrotów akcji. Przez dziesięć lat, od 2010 do 2020 roku, był związany z klubem, a szansę na regularne występy otrzymał dopiero w pierwszym sezonie pod wodzą Mikela Artety. Odegrał kluczową rolę w ostatnim triumfie Arsenalu w Pucharze Anglii, a następnie w Tarczę Wspólnoty. Jednak jego czas w klubie zakończył się nagle, gdy został sprzedany do Aston Villi za 20 milionów funtów. Powrót Bernda Leno sprawił, że Martinez zaczął odczuwać ograniczone możliwości gry, co skłoniło go do poszukiwania regularnych występów gdzie indziej.
Od tamtej pory kibice Arsenalu nie okazują mu zbyt wiele sympatii. Już podczas jego pierwszej wizyty z Villą w 2021 roku, powitano go okrzykami, że Aaron Ramsdale jest lepszy. Teraz, gdy Ramsdale jest już w innym klubie, to imię Davida Raya niosło się po Emirates.
Gorzkie wspomnienia i pragnienie pewności siebie
Wiele z tej niechęci wynika z otwartych wypowiedzi Martineza na temat jego odejścia z Arsenalu. Choć często wyrażał się ciepło o klubie, jego sugestia, że nie czuł wystarczającego zaufania, trafiła w czuły punkt części kibiców. Wcześniej w rozmowie ze Sky Sports, Martinez powiedział: "„Po prostu czułem, że mi nie ufają tak, jak powinni. Kiedy byłem w formie, nadal czułem, że nie zasługuję na nich, ze względu na sposób, w jaki mnie traktowali. Nie mogli zagwarantować mi potrzebnych mi meczów, więc pomyślałem, że jeśli nie mogą zagwarantować mi potrzebnych mi meczów, to odchodzę"". Dodał również: "„Nie powiedzieli mi, że nie będę grał, po prostu nie zagwarantowali mi meczów, w których chciałem grać. Więc po 10 latach zdecydowałem się odejść i było to bardzo trudne. Moja rodzina nie rozumiała, dlaczego odchodzę, kiedy byłem na tak dobrym poziomie w Arsenalu, ale była to moja decyzja, żeby odejść i jestem z tego naprawdę dumny. To było ryzyko, ale zawsze wierzę, że jeśli pozostaniesz w strefie komfortu, nigdy niczego w życiu nie osiągniesz. Zdecydowałem się na krok naprzód"".
Manager Aston Villi, Unai Emery, również był zamieszany w niewielki incydent przy tunelu, zdając się przegapić zwyczajowe uściski dłoni po meczu z Arteta. Emery później bagatelizował sprawę, wyjaśniając, że po prostu postępował zgodnie ze swoją rutyną i widział Artetę zajętego rozmową ze swoimi współpracownikami. Wyjaśnił: "„Tak, ale to proste. Możesz to zobaczyć. Po zakończeniu meczu, zawsze moja rutyna jest szybka, uścisk dłoni i idę do moich trenerów, do moich zawodników, albo do szatni. I czekałem, czekałem. Oczywiście, on był szczęśliwy i był ze swoimi trenerami, a ja zdecydowałem się wejść do środka. Ale dla mnie, bez problemu"".
Aston Villa będzie chciała szybko się zrehabilitować, podejmując Nottingham Forest w sobotę. Tymczasem Arsenal powiększył swoją przewagę nad Manchesterem City do pięciu punktów w tabeli Premier League, choć rywale mają jeden mecz zaległy. Z rosnącą pewnością siebie i Emirates Stadium ponownie stającym się nieprzyjaznym miejscem dla byłych bohaterów, drużyna Artety wysłała jasny sygnał, że nie zamierza zwalniać tempa.


