Wszystkie aktualności

Como w Lidze Mistrzów: Wielkie zwycięstwo nad RB Lipsk

11 września 2026 00:30 1 godz. temu
Como w Lidze Mistrzów: Wielkie zwycięstwo nad RB Lipsk
Źródło: goal.com

Sensacja w Lidze Mistrzów! Como, jeszcze niedawno w Serie B, zdeklasowało RB Lipsk, pokazując odwagę i ofensywną siłę.

Dokładnie cztery lata temu, 10 września 2022 roku, Como znajdowało się w dolnej części tabeli Serie B, doznając upokarzającej porażki 2-0 u siebie z Sudtirol. Szybko przechodząc do 10 września 2026 roku, ta transformacja jest po prostu cudem. Lariani nie tylko wzięli udział w swoim pierwszym meczu Ligi Mistrzów; zdominowali go, zmiatając potęgę taką jak RB Lipsk występem, który będzie wspominany przez dziesięciolecia.

Cesc Fabregas przez cały tydzień bagatelizował wagę wydarzenia, mówiąc dziennikarzom przed meczem: Przeciwko Lipskowi, to będzie mecz jak każdy inny. Ten psychologiczny majstersztyk wyraźnie przeniósł się na zawodników, którzy nie wykazywali żadnych oznak tremy przed niemiecką drużyną, będącą stałym bywalcem tych rozgrywek. Podczas gdy Lipsk wydawał się wstrząśnięty atmosferą i intensywnością gry gospodarzy, Como grało z klarownością i celem, sugerującymi, że należą do europejskiej elity.

Choć większość przedmeczowych rozmów skupiała się na kreatywności Nico Paza, to inni zawodnicy skradli show w tę historyczną noc. Paz, mimo że nie był jeszcze w 100% fizycznie gotowy, zdołał pokazać swoją klasę, notując dwie kluczowe asysty, ale noc należała do Martina Baturiny. Chorwacki rozgrywający strzelił pierwszego w historii gola dla Como w Lidze Mistrzów, wykonując zagranie czystej magii, wykorzystując sprytne podanie Tasosa Douvikasa i kończąc akcję z kliniczną precyzją.

Baturinie towarzyszył Assane Diao, którego ścieżka kariery w Como była niczym kolejka górska. Po znakomitym debiutanckim sezonie, po którym nastąpił trudny okres naznaczony kontuzjami w zeszłym roku, Diao w czwartek powrócił do swojej niszczycielskiej formy. Był praktycznie nie do upilnowania na skrzydle, ciągle nacierał na obronę Lipska, zmuszając ich do odwrotu, zanim przypieczętował swój występ strzelając trzeciego gola dla Como w 54. minucie, po podaniu od Paza. W połączeniu z niestrudzoną pracą i skutecznym wykończeniem Tasosa Douvikasa – który pokazał zarówno instynkt łowcy bramek, jak i umiejętność gry kombinacyjnej jako nowoczesny numer dziewięć – atak Como wyglądał na jeden z najgroźniejszych w tych rozgrywkach. Rezerwowy Máximo Perrone dołożył pieczęć na wyniku, wykańczając prostopadłe podanie Nico Paza w doliczonym czasie gry, ustalając wynik na 4-1.

Płynność gry Como była świadectwem pracy sztabu szkoleniowego, z każdym ruchem, jakby choreografowanym przez Fabregasa z linii bocznej. To nie była drużyna, która chciała się cofać i bronić, by wywalczyć remis; to był zespół, który chciał dusić swoich przeciwników. Taktyczne ustawienie zapewniało, że Lipsk nigdy nie mógł uspokoić się z piłką, ponieważ środek bloku obronnego Como przechodził w zaciekły pressing w momencie uruchomienia wyzwalacza.

To właśnie ta mentalność wielkiego klubu zrobiła największe wrażenie na obserwatorach. Nawet gdy Lipsk próbował odrobić straty w drugiej połowie, Como nie panikowało. Zamiast tego, podwoiło swoje zasady, wykorzystując przewagę techniczną do gry przez presję. Sposób, w jaki drużyna zarządza piłką, wykorzystując krótkie, szybkie wymiany do przesuwania przeciwnika poziomo, a następnie dostarczania pionowego, zabójczego podania, stał się znakiem rozpoznawczym ery Fabregasa.

Dla fanów włoskiej piłki, występ Como był powiewem świeżego powietrza, wywołującym nieuniknione porównania do szczytowych lat Atalanty Gian Piero Gasperiniego. Minęło dużo czasu, odkąd przedstawiciel Serie A atakował europejski mecz z tak nieograniczoną agresją i ofensywnym zamysłem. To Como reprezentuje nową erę dla Calcio – zdefiniowaną przez odwagę, biegłość techniczną i odmowę bycia zastraszonym przez status quo. Stanowią one dosłowną reklamę rozwoju włoskiej gry, dostarczając planu, jak mniejsze kluby mogą konkurować na najwyższym poziomie poprzez inteligentne pozyskiwanie zawodników i jasno określoną tożsamość gry.

Chociaż faza ligowa dopiero się rozpoczęła, reszta Europy z pewnością zauważy wyniki z Stadio Sinigaglia. Klub przekształcił się z ciekawego projektu w przerażającą rzeczywistość dla każdego przeciwnika. Przygotowując się do nadchodzących krajowych starć z Parmą i Romą, Fabregas będzie chciał zapewnić, że jego drużyna utrzyma stopy na ziemi, ale kibice mogą wybaczyć sobie wielkie marzenia.

Źródło: goal.com

Zobacz również