Niektórzy piłkarze budzą respekt już samym wyjściem na boisko, ale bracia Laros i Deroy Duarte z Wysp Zielonego Przylądka mieli plan na zatrzymanie nawet takiej gwiazdy jak Lamine Yamal.
Wstrząsający remis na turnieju, który na długo pozostanie w pamięci fanów futbolu, był dziełem debiutantów z Wysp Zielonego Przylądka. Choć większość obrońców na widok rozgrzewającego się Lamine Yamala czuje niepokój, Deroy Duarte zdradza, że jego drużyna była gotowa na natychmiastowe zneutralizowanie młodego Hiszpana.
"Słychać było doping kibiców, czuć od niego aurę, że idzie poważny zawodnik," opowiadał Deroy dla ESPN. "Ale w momencie, gdy tylko dotknął piłki, nasz lewy obrońca i lewy skrzydłowy rzucili się na niego. Wiedzieliśmy: dzisiaj nic nie zrobi."
Faktycznie, nawet wejście na boisko młodej gwiazdy Barcelony, Lamine Yamala, na ostatnie 20 minut, nie przyniosło przełomu dla europejskiego giganta. "Niebieskie Rekiny" utrzymały zdyscyplinowaną strukturę obronną, która sprawiła, że hiszpańska linia ataku przez całe 90 minut wyglądała niecharakterystycznie bezradnie.
Dla Larosa i Deroja remis 0:0 był głęboko emocjonalnym kamieniem milowym dla rodziny. Laros rozpoczął mecz i grał przez godzinę, zanim zastąpił go brat. Ta zmiana wywołała mieszane uczucia, ale ostatecznie dumę. "To było trochę szalone, idealnie chcielibyśmy być na boisku razem, ale życzymy sobie wszystkiego dobrego," wspominał Laros. "Od momentu, gdy zszedłem, stałem się widzem i wtedy napięcie naprawdę zaczyna rosnąć. Na boisku tak naprawdę się tego nie czuje. Gdy rozlega się gwizdek, to jest impreza."
Znaczenie tego wyniku malowało się na twarzach wszystkich na trybunach, w tym rodziców braci. "Widzieliśmy, jak nasi rodzice płaczą," dzielili się bracia krótko po meczu. "To uczucie jest trudne do opisania, to po prostu coś, o czym się marzy."
Te wzruszające sceny odzwierciedlały emocje weterana bramkarza Vozinhy, który był wyraźnie poruszony po zdobyciu swojego 90. występu w tym remisie.
Pomimo pewności siebie, bracia Duarte szybko przyznali się do ogromnej jakości w hiszpańskich szeregach. Gra przeciwko zawodnikom kalibru Rodriego i Pedriego pozwoliła im zobaczyć z bliska, co znaczy być na szczycie sportu. "Kiedy ktoś się odwraca lub daje piękną piłkę, myślisz sobie: to jest światowa klasa," przyznali. Jednak mentalność kopciuszka została zaostrzona przez obserwację innych małych narodów, które doświadczyły porażek, szczególnie wspominając wysoką porażkę Curacao 7:1 z Niemcami poprzedniego wieczoru.
"Zdajesz sobie sprawę: to mogliśmy być my. Ale kiedy zaczęliśmy mecz, byliśmy od razu skoncentrowani. Spojrzałem na zegarek, widziałem, że gramy już 20 minut i idzie nam dobrze. Od tego momentu wiedziałem: naprawdę można coś tutaj zyskać," wyjaśnił Laros.
Z punktem już na koncie w grupie H, Wyspy Zielonego Przylądka nie uważają się już za zwykłych uczestników. Ten wynik zmienił oczekiwania wobec afrykańskiego narodu, gdy przygotowują się do kolejnych meczów. Bracia Duarte wierzą, że to dopiero początek ich podróży w Ameryce Północnej, mimo krytyków, którzy ich skreślili przed turniejem. "Możemy walczyć o więcej. Wszyscy dawali nam małe szanse, ale zawsze mieliśmy pewność, że możemy przejść dalej," zakończyli bracia.
Po frustracji faworyta turnieju, "Niebieskie Rekiny" z pewnością zasłużyły na prawo do wielkich marzeń, patrząc w kierunku meczów z Urugwajem i Arabią Saudyjską, aby zapewnić sobie miejsce w fazie pucharowej. Bracia Duarte przyznali, że czuli "aurę" Yamala, ale ich determinacja i taktyka okazały się kluczowe.