Barcelona czuje się skrzywdzona. W ćwierćfinale Ligi Mistrzów, na własnym stadionie, Katalończycy nie otrzymali rzutu karnego, który zdaniem władz klubu był ewidentny. Teraz zapowiadają stanowcze kroki.
Brak karnego, wielkie oburzenie
Spotkanie na Camp Nou zakończyło się porażką Barcelony 0:2 z Atlético Madryt, ale to nie wynik budzi największe emocje. Wszystko za sprawą sytuacji z 54. minuty, kiedy to w polu karnym Marc Poblet, obrońca Atlético, miał dotknąć piłki ręką. Sędzia Estefán Kovács z Rumunii, mimo protestów graczy Barcelony i gwizdów publiczności, nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki.
Rafa Yuste, tymczasowy prezydent Barcelony, nie kryje swojego rozczarowania. Podczas wydarzenia La Liga, jasno wyraził swoje stanowisko.
Z całym szacunkiem, incydent był oczywisty, niezależnie od tego, czy był zamierzony, czy nie. Mając do dyspozycji wszystkie narzędzia techniczne, w tym VAR, nie rozumiem, dlaczego nie został podyktowany ewidentny rzut karny przeciwko Atlético Madryt.
Klub nie zamierza jednak skupiać się wyłącznie na analizie błędów sędziowskich. Yuste podkreśla, że najważniejsze jest teraz przygotowanie do kolejnych spotkań.
Nie będę się zagłębiał w kwestię sędziowania. Kluczowy rewanż wciąż przed nami, a my w pełni wierzymy w naszą zdolność do odrobienia strat. Mamy teraz bardzo ważny mecz z Espanyolem i jako prezydent, nie chcę, aby cokolwiek odwracało uwagę klubu, zawodników i sztabu szkoleniowego od tego, co jest potrzebne w tym spotkaniu.
Jednocześnie klub rozważa wydanie oficjalnego oświadczenia. Yuste przypomina o podobnej sytuacji z przeszłości, która miała miejsce na stadionie Atlético.
Nie możemy zapominać, bo pamięć bywa czasem krótka, że coś podobnego spotkało nas w Pucharze na stadionie Atlético Madryt. Musimy to potępić, bo inaczej nie będzie poprawy. Wszyscy popełniamy błędy, ale to dzieje się zdecydowanie zbyt często i nie możemy tego ignorować.
Ostatecznie, Barcelona zamierza złożyć oficjalny protest w tej sprawie.


