Mecz z Brazylią miał być dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych kobiet trudnym sprawdzianem, czego oczekiwała trenerka Emma Hayes. Niestety, wynik nie był po myśli Amerykanek, które uległy rywalkom 2-1.
W poszukiwaniu przełamania
Pierwsza połowa spotkania z Brazylią przyniosła mieszane uczucia. Z jednej strony, drużyna Stanów Zjednoczonych rozpoczęła z impetem, zdobywając bramkę już w drugiej minucie za sprawą Sofii Wilson, która tym samym stała się dziewiątą matką strzelającą dla USWNT. Z drugiej strony, Brazylia odpowiedziała niemal natychmiast, zdobywając dwie bramki w ciągu zaledwie trzech minut i nie oddając prowadzenia do końca meczu. Emma Hayes dostrzegła jednak pozytywy, takie jak wczesna presja i dobra forma Wilson po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Trinity Rodman również rozpoczęła mecz, co świadczy o próbach włączenia kluczowych zawodniczek ofensywnych do gry. Problemem okazała się jednak dysfunkcyjna linia pomocy i obrona, która miała trudności z powstrzymaniem ofensywy Brazylii.
Kluczowe pytania przed rewanżem
W obliczu nadchodzącego rewanżu, przed amerykańską drużyną stoi kilka ważnych wyzwań. Jednym z nich jest forma Mallory Swanson, która nie zagrała w pierwszym meczu, ponieważ trenerka Hayes nadal zarządza jej powrotem po urlopie macierzyńskim. Istnieje niepewność co do stanu zdrowia Trinity Rodman, która opuściła boisko po faulu. Hayes unikała szczegółowych komentarzy na temat zmian w składzie na wtorkowy mecz, podkreślając, że „niezależnie od tego, jak bardzo przygotowujesz się na pewne rzeczy, nigdy nie wiesz, dopóki sam tego nie przeżyjesz”. Dodatkowym utrudnieniem były warunki na boisku, powodujące poślizgi, choć Hayes odmówiła używania tego jako wymówki, stwierdzając: „Nie chcę skupiać się na rzeczach, których nie mogę kontrolować”. Zamiast tego, mecz z Brazylią został przedstawiony jako lekcja, która ma pomóc drużynie w rozwoju.
Linia pomocy w pierwszym meczu składała się z Claire Hutton oraz pary Lindsey Heaps i Lily Yohannes, co było uzasadnione nieobecnością Sam Coffey. Mimo dobrych momentów i adaptacji do tempa gry, linia ta potrzebuje dalszego zgrania. Wejście Michelle Cooper i Avery Patterson wniosło fizyczność i pozwoliło na rozciągnięcie gry, co było pomocne przeciwko Brazylii. Rose Lavelle i Jaedyn Shaw również pojawiły się na boisku, pomagając utrzymać tempo. Kluczowe dla rewanżu będzie znalezienie równowagi między walką a umiejętnością gry przez presję. „Jeśli zawsze walczysz bez oddania piłki, grasz pod siłę Brazylii”, zauważyła Hayes.
Konkurencja na pozycji bramkarza nadal trwa. Mandy McGlynn broniła w pierwszym meczu, a Jane Campbell była na ławce. Claudia Dickey, która nie była w składzie na mecz, może otrzymać szansę w rewanżu. McGlynn mimo dwóch straconych bramek w pierwszych minutach, obroniła cztery strzały na bramkę, radząc sobie z chaotycznym przebiegiem gry. „To jest dokładnie to, czego chcemy ćwiczyć”, powiedziała McGlynn. „Znajdować się w takich środowiskach — jest głośno i chaotycznie, ale chcemy czuć się niekomfortowo, aby za rok o tej porze, czuć się komfortowo”.
Po pierwszej bramce Wilson, drużyna miała trudności z odzyskaniem kontroli. Choć po przerwie stworzono więcej okazji, brakowało precyzji w wykończeniu. „Myślę, że jeśli spojrzysz na ten mecz jako całość, w drugiej połowie wyszliśmy i stworzyliśmy okazje, mogłyśmy strzelić”, przyznała kapitan Lindsey Heaps. Hayes zgodziła się, dodając: „Rzeczywistość jest taka, że zaczynamy mecz i strzelamy bramkę. Ale trzeba walczyć i pozostać w grze, a myślę, że Brazylia bardzo dobrze wykorzystała swoje szanse we wczesnej fazie i sprawiła nam wiele trudności, i to jest dla mojego zespołu świetna lekcja”. Rewanż będzie więc sprawdzianem skuteczności i lepszego zarządzania piłką.
Presja ze strony Brazylii, połączona z atmosferą, stworzyła intensywne środowisko, którego Hayes chciała, aby jej drużyna doświadczyła. Tym razem Amerykanki będą lepiej przygotowane na ten chaos. „To chaos, jaki wnosi ta brazylijska drużyna”, podkreśliła Heaps. „Fizyczność i to, jak prowadzą grę, ale także atmosfera, w której właśnie graliśmy, niesamowite doświadczenie”. Hayes dodała, że dla wielu jej zawodniczek było to pierwsze doświadczenie z taką intensywnością ze strony publiczności.
Sofie Wilson potrzebowała zaledwie 96 sekund, by zaznaczyć swoją obecność. Po przejęciu piłki przez Rodman, Wilson zdobyła swoją pierwszą bramkę dla USWNT od października 2024 roku. Pokazała tym samym, co nadal wnosi do drużyny. „Zawsze dobrze jest strzelić bramkę tej drużynie i przyczynić się w każdy możliwy sposób”, powiedziała Wilson. „Oczywiście, po tym golu potrzebowaliśmy trochę lepiej kontrolować grę i utrzymać prowadzenie, ale to naprawdę dobry test dla nas”. Heaps była zachwycona powrotem Wilson na listę strzelców, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie sprawiała jej brazylijska obrona. „Myślę, że to jej najlepiej wychodzi”, stwierdziła Heaps. „Myślę, że to był dla niej naprawdę trudny mecz, po prostu ze względu na sposób, w jaki grali przeciwko niej, ale myślę, że kiedy można umieścić Sof w takich sytuacjach, kiedy drybluje przy linii obrony, nie da się jej zatrzymać”. To przypomnienie dla USWNT, że nawet w fizycznej, chaotycznej i niekomfortowej grze, Wilson potrzebuje tylko jednej okazji, by ją odmienić.


