Rodri, niespodziewany bohater, okazał się właśnie tym zawodnikiem, którego Barcelona potrzebowała, a wszystko to po zaledwie jednym występie od pierwszej minuty, mimo że nie figurował na liście głównych kandydatów do wzmocnienia składu.
Niespodziewany strzał w dziesiątkę
Dyrektor sportowy Deco wkroczył do akcji, wykorzystując niepewność Realu Madryt, by dopiąć transfer Rodriego. Działo się to w czasie, gdy Barcelona skupiona była na pozyskaniu Juliana Alvareza. Choć koszt operacji wydawał się ograniczać szanse na sprowadzenie klasowego napastnika z prawdziwego zdarzenia, Barcelona zakończyła okno transferowe z poczuciem samowystarczalności, uzupełniając skład o Gabriela Jesusa. Jak donosi hiszpańska gazeta "Mundo Deportivo", Rodri dołączył do zespołu jako gracz zdolny przekazać swoje doświadczenie młodemu szatni i wspierać Marca Bernala w jego rozwoju. Trener Hansi Flick podkreślił to jasno na konferencji prasowej.
Po dwóch występach z ławki rezerwowych, szkoleniowiec postawił na Rodriego od pierwszej minuty na Mestalla. Zaprezentował on bezbłędny, perfekcyjny występ, rozwiewając wszelkie wątpliwości co do jego gry z Pedrim na poziomie reprezentacyjnym. Pedri po ostatnim gwizdku podzielił się swoimi wrażeniami: „Często mówi się, że Rodri i ja nie gramy dobrze razem, ale prawda jest taka, że gra obok niego jest bardzo komfortowa i będziemy się doskonale rozumieć.”
Pierwsze minuty meczu pokazały zmienność odległości między nimi. Rodri zazwyczaj znajdował się blisko pierwszych podań, podczas gdy Pedri schodził o kilka metrów do swojej strefy średniej interwencji. Nigdy jednak nie powstrzymało ich to od czasami zamiany ról. Przez cały mecz prowadzili stałe rozmowy. Rodri konsultował się również z dwoma środkowymi obrońcami, by ocenić odległości między liniami podczas pressingu. Obaj szukali się nawzajem i starali się podawać bezpośrednio. Rodri otrzymał najwięcej podań od Pedriego, bo 16, podczas gdy Pedri wziął najwięcej od Rodriego, czyli 19.
Spokój budujący przewagę
Pod wodzą Hansiego Flicka Barcelona wkracza w trzeci sezon, dążąc do dojrzałości zespołu, po golotwórczej feryjności przeciwko Europie w pierwszym sezonie i tej samej idei przeniesionej na drugi. Rodri jest kluczowy w tym rozwoju. Flick wygłosił na Mestalla przesłanie samokrytyki, podkreślając potrzebę większej kontroli nad meczem po prowadzeniu 5:0, z celem „oszczędzania energii”. Powiedział to samo po zwycięstwie nad Rayo Vallecano, kładąc nacisk na znaczenie „wzięcia oddechu z piłką” podczas prowadzenia, a Rodri idealnie pasuje do tego profilu.
Jeden moment w pierwszej połowie doskonale to podsumował. Rodri przejął piłkę plecami do boiska w okolicach własnego pola karnego, przytrzymał ją, a następnie odwrócił się i długim podaniem przerwał pressing Valencii. Oto równowaga, której wymaga Barcelona zbudowana na szybkiej grze. Dziwne, jak na ironię, najspokojniejszy zawodnik, ten najbardziej panujący nad rytmem, jest tym, który pozwala napastnikom lepiej biegać. Bramka Raphinhi była tego dowodem, wynikająca z przechwytu Rodriego i podania w wolną przestrzeń.
Flick chwalił go otwarcie: „Wszystko, co robi Rodri, ma znaczenie”, dodając, że ta sytuacja jest „dobra dla Bernala”. Kontynuował: „Rodri jest niesamowitym piłkarzem, nie tylko na boisku, ale także w szatni. Jest prawdziwym liderem w każdym tego słowa znaczeniu.” Osoby bliskie zawodnikowi twierdzą, że potrzebuje on kilku tygodni po rozpoczęciu sezonu, aby osiągnąć najwyższy poziom rytmu i gotowości. To sprawia, że jego występ na Mestalla jest prologiem do ekscytującej historii, którą warto śledzić co trzy dni.


