W Realu Madryt zapanował prawdziwy chaos, a zwolnienie Xabiego Alonso po niecałych ośmiu miesiącach pracy zbiegło się z kolejnymi rozczarowaniami. Jego następca, Arbeloa, już w pierwszym meczu zaliczył upokarzającą porażkę w Copa del Rey, a ostatnie spotkanie ligowe przyniosło gwizdy kibiców skierowane w stronę gwiazd takich jak Jude Bellingham i Vinicius Jr. Fani wyraźnie dali upust swojej frustracji.
Arbeloa, nowy tymczasowy szkoleniowiec, przyznał po meczu, że spodziewał się trudnej atmosfery. „Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, ponieważ mieliśmy za sobą ciężki tydzień i ze względu na panującą atmosferę. To nie jest łatwe. Ja również grałem mecze po wielkim rozczarowaniu i wtedy nie czujesz takiej pewności siebie, jak wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy zawodników z dużą odpowiedzialnością, którzy chcą podejmować się tego typu meczów” – powiedział.
Napięta sytuacja w klubie naturalnie wzbudziła spekulacje na temat kolejnych zmian na stanowisku trenera. Wśród potencjalnych kandydatów pojawiały się już takie nazwiska jak Jurgen Klopp, a także – co wywołało najwięcej emocji – Jose Mourinho. Portugalczyk, który w swojej poprzedniej kadencji w stolicy Hiszpanii zdobył mistrzostwo La Liga i Puchar Króla, zdecydowanie zdystansował się od tych doniesień.
Mourinho ucina spekulacje o powrocie do Realu
Zapytany o możliwość powrotu do Madrytu, Mourinho w rozmowie ze Sport TV stwierdził stanowczo: „Nie liczcie na mnie w kwestii seriali. Są dobre seriale, ale są bardzo długie; przegapisz jeden lub dwa odcinki i tracisz wątek. Nie liczcie na mnie, bo nie oglądam seriali”. Tym samym „The Special One” jasno dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany udziałem w czymś, co określa mianem „opery mydlanej”, sugerując, że powrót do Realu w obecnych okolicznościach byłby właśnie takim przedsięwzięciem.
Arbeloa odniósł się również do gwizdów skierowanych w stronę zawodników po sobotnim zwycięstwie. Przyznał, że kibice mają pełne prawo wyrażać swoje niezadowolenie. „Nie mieliśmy dobrego tygodnia i fani mają pełne prawo pokazywać swoje niezadowolenie z zawodników, z drużyny i przede wszystkim ze mnie. To mój pierwszy mecz jako trenera Realu Madryt tutaj na stadionie, a to, co robiłem jako piłkarz, jest już przeszłością i oni już okazywali mi swoje uczucia, kiedy byłem piłkarzem. Teraz muszę na to zasłużyć jako trener. Te gwizdy były dla wszystkich, i przede wszystkim dla mnie, ponieważ to ja jestem odpowiedzialny, liderem tej drużyny i winnym, gdy coś idzie nie tak. Zawsze miałem wielki szacunek dla Bernabéu. Ja też byłem wielokrotnie wygwizdywany i myślę, że jednym z powodów, dla których ten klub jest tak wspaniały, jest to, jak wymagający są nasi fani”.
Trener podkreślił też swoje zaufanie do prezydenta klubu. „Wiem, skąd biorą się gwizdy i wiem, skąd biorą się kampanie. Nie pochodzą od ludzi, którzy nie lubią Florentino. Pochodzą od ludzi, którzy nie lubią Realu Madryt. Nie oszukają mnie. Wiem, skąd to wszystko się bierze i uważam się za szczęśliwego, że mam prezydenta, który jest najważniejszą osobą, obok Santiago Bernabéu, w historii tego klubu. Siedem Pucharów Europy i myślę, że ponad 60 tytułów między drużynami piłkarskimi i koszykarskimi. Wszyscy fani Madrytu są świadomi, jak szczęśliwi jesteśmy, że mamy go jako prezydenta, tego, co zrobił dla klubu i skąd biorą się gwizdy i dlaczego”.
Presja na Arbeloi, by poprawić wyniki i grę w drugiej połowie sezonu, będzie ogromna, zwłaszcza że Real Madryt walczy o uniknięcie zakończenia sezonu bez żadnego trofeum po raz drugi z rzędu. Następne spotkanie to wizyta Monaco w Lidze Mistrzów, a następnie wyjazd do zajmującego trzecie miejsce Villarreal w La Liga.


