TITLE: MLS: Zwroty akcji, powroty i zaskakujące porażki EXCERPT: Ostatnia kolejka MLS przyniosła emocje, od przeprosin po spektakularne gole. Sprawdzamy, kto błyszczał, a kto zaliczył potknięcie.
MLS wraca do żywych po przerwie, a na boiskach dzieje się więcej niż można było się spodziewać. Choć obecność Lionela Messiego jest już faktem, to inni zawodnicy kradną show swoimi niesamowitymi występami.
Gdy geniusz przeprasza za zwycięstwo
Evander, pomocnik FC Cincinnati, po strzeleniu zwycięskiego gola z niewiarygodnej odległości 38,5 jarda, zrobił coś nieoczekiwanego – przeprosił swojego trenera. Pat Noonan, szkoleniowiec Cincinnati, niedawno apelował do swoich zawodników o bardziej cierpliwą grę i lepsze wybieranie momentów do strzału. Evander, dotykając piłki, spojrzał w górę, wzruszył ramionami i uderzył z taką siłą, że piłka wylądowała w bramce. Technicznie rzecz biorąc, zignorował polecenia trenera, ale jego zagranie było kluczowe w spektakularnym powrocie jego drużyny nad San Jose. Cincinnati przegrywało 2-0 u siebie i wydawało się, że czeka ich kolejna porażka, ale wtedy wkroczył Evander. Najpierw asystował przy pierwszym golu, podając piłkę Bryanowi Ramirezowi, a potem powtórzył ten wyczyn, znajdując Toma Barlova. Jego statystyki po meczu? Jeden gol, dwie asysty, siedem stworzonych okazji i tytuł najlepszego zawodnika meczu. Wszystko to działo się z jego charakterystycznym, nonszalanckim spokojem.
Seattle Sounders w dołku, Lewandowski w formie
Tymczasem w Seattle panuje konsternacja. Seattle Sounders, drużyna znana ze swojej stabilności i regularnych występów w play-offach, odnotowała sześć kolejnych porażek, co stanowi nowy rekord klubu. Sześć porażek z rzędu to wynik, który zaskakuje, zwłaszcza że dwa z tych meczów przegrali z Portland, drużyną, która w tym sezonie ma już trzeciego trenera. Sobotnia porażka była szczególnie bolesna, ponieważ Sounders prowadzili w meczu, ale z biegiem czasu tracili impet. Kontuzja Paula Arrioli w czwartej minucie osłabiła już i tak wąską kadrę. Po przerwie drużyna oddała tylko jeden celny strzał i miała zaledwie siedem kontaktów z piłką w polu karnym rywala. Sytuacja wygląda ponuro, a zbliżający się Leagues Cup nie zapowiada poprawy.
W zupełnie innej sytuacji znajduje się Robert Lewandowski. Polski napastnik, który początkowo miał problemy z odnalezieniem się w nowej lidze, w końcu pokazał swój prawdziwy potencjał. Choć na początku meczu z Charlotte potrzebował wskazówek od ochrony, by trafić do szatni, to na boisku czuł się jak ryba w wodzie. Lewandowski nigdy nie polegał na szybkości, a raczej na instynkcie i umiejętności nieszablonowych zagrań. Oba jego gole w tym meczu były tego dowodem. Pierwszy, po zwrocie i precyzyjnym uderzeniu w dolny róg, a drugi, po krótkim przyjęciu piłki i delikatnym ruchu, który stworzył sobie przestrzeń do oddania strzału. Po trudniejszych pierwszych meczach, Lewandowski udowodnił, że jest gotowy do walki i zdobywania bramek w MLS.
Atlanta United wciąż ma problemy z odnalezieniem formy. Mimo inwestycji i powrotu trenera Taty Martino, drużyna przegrywa więcej meczów niż jakikolwiek inny klub w MLS i ma najmniej punktów. Ostatnia porażka 3-2 z Philadelphia Union, po prowadzeniu 2-0, była kolejnym rozczarowaniem. Choć Atlanta grała w dziesięciu, podwójne stracenie bramki w doliczonym czasie gry to kiepski obrót spraw. Plotki o możliwym transferze Romelu Lukaku mogłyby przynieść ulgę, zwłaszcza po wypożyczeniu Emmanuela Latte Latha.
Strategia transferowa Philadelphia Union jest zagadkowa. Posiadają dwóch świetnych obrońców, a potem pozbywają się ich w jednym sezonie. Jeden z nich zmaga się z brakiem regularności w innym klubie, a drugi wraca siedem miesięcy po odejściu. Kai Wagner, rekordzista klubu pod względem asyst, zawsze był kluczowym zawodnikiem, szczególnie podczas zdobywania Supporters' Shield w 2025 roku. Jego powrót okazał się strzałem w dziesiątkę. Po początkowych trudnościach, Union odzyskał dawną formę, a Wagner w trzech meczach zanotował trzy asysty, w tym dwie kluczowe w meczu przeciwko Atlancie.
San Diego FC nadal uparcie gra swoją piłkę, próbując rozgrywać akcje od tyłu. Choć ich styl gry jest przyjemny dla oka, jest też przewidywalny i łatwy do zatrzymania. Trener Varas obstaje przy swoim, co skutkuje niską liczbą wybitych piłek i wysokim wskaźnikiem xG przeciwko nim. Oznacza to, że ich rywale często zdobywają piłkę w dogodnych pozycjach i potrafią to wykorzystać. Tak było w meczu z Minnesota, gdzie San Diego straciło bramkę po błędzie w trzeciej minucie. Choć udało im się wyrównać i mogli nawet wygrać, upór trenera w stosowaniu jednej taktyki zaczyna przynosić negatywne skutki.


