Noc pełna emocji na Santiago Bernabéu, gdzie Real Madryt żegnał się z sezonem, ale przede wszystkim z legendami. To było pożegnanie w wielkim stylu, które na długo pozostanie w pamięci kibiców, mimo że sezon nie był pozbawiony trudniejszych momentów.
Gwiazdą wieczoru, obok popisów strzeleckich, był bez wątpienia Carvajal. Weteran, ostatni filar legendarnej drużyny, która sześciokrotnie zdobywała Puchar Europy, zszedł z boiska jako kapitan, żegnany owacjami na stojąco. Trybuna Południowa przygotowała dla niego imponujące tifo, przedstawiające Alfredo Di Stefano obok młodego Carvajala z przesłaniem: „Marzenie dziecka, triumf legendy.” Ale Carvajal nie tylko uczestniczył w ceremonii. W swoim stylu, niczym w najlepszych latach, posłał precyzyjną, diagonalną piłkę do Gonzalo Garcii, który efektownym wolejem otworzył wynik meczu. To była pierwsza asysta sezonu dla obrońcy, przypominająca wszystkim, jak wiele będzie brakowało jego klasy w przyszłych rozgrywkach.
Jednak wieczór miał też swoje zawiłości, zwłaszcza dla Kyliana Mbappe. Francuz, zdobywając tytuł Pichichi jako najlepszy strzelec ligi, nie uniknął gwizdów ze strony części kibiców Bernabéu, co było reakcją na jego ostatnie wypowiedzi. Na szczęście dla Realu, na wysokości zadania stanął Jude Bellingham. Odebrał delikatne podanie od Thiago Pitarcha i potężnym wolejem podwyższył prowadzenie, wywołując ponowne, głośne śpiewy „Hey Jude”. Mbappe w końcu postanowił uciszyć krytyków, strzelając bramkę w drugiej połowie. Przyjął piłkę na skraju pola karnego, błyskawicznie się obrócił i skierował ją precyzyjnym strzałem w róg bramki. Jego radość była stonowana, szybko podszedł do ławki, by uściskać odchodzącego trenera Alvaro Arbeloę.
Athletic Club, grając z nonszalancją wynikającą z pewnego utrzymania w lidze, nie ułatwiał zadania gospodarzom. Ernesto Valverde, legenda klubu z Bilbao, widział, jak jego drużyna zdobywa kontaktową bramkę tuż przed przerwą. Iñaki Williams znalazł miejsce na prawym skrzydle i posłał groźne dośrodkowanie do Gorki Guruzetę, który z zimną krwią pokonał bramkarza. Goście nadal grozili w drugiej połowie, a Robert Navarro był bliski wyrównania po dobrej akcji Andoniego Gorosabela. Później Brahim podwyższył wynik na 4-1, po raz drugi asystował Thiago, zanim Urko Izeta zdobył drugą bramkę dla Athleticu. Valverde wykorzystał końcowe minuty, by dać szansę Iñigo Lekue na ostatni występ w barwach tego klubu, doceniając lojalność swoich zawodników. Mimo porażki, „Lwy” walczyły do końca, pokazując ducha, który Valverde zaszczepił w drużynie.
Po ostatnim gwizdku nastąpiły wzruszające sceny. Stadion powstał, by uhonorować Carvajala i odchodzącego Davida Alabę. Austriacki obrońca, którego kariera w Madrycie była naznaczona kontuzjami, otrzymał szpaler od obu drużyn. Na trybunach kibice wznosili białe krzesła, nawiązując do ikonicznej celebracji Alaby podczas pamiętnego powrotu przeciwko Paris Saint-Germain.


