Witajcie w Teksasie, gdzie stereotypowe obrazy amerykańskiego Południa zderzyły się nieoczekiwanie z barwnymi kibicami angielskiej reprezentacji piłki nożnej.
Wyobraźcie sobie: dźwięk uderzających o ziemię racic, głośna muzyka country i zapach smażonego jedzenia, do tego wszechobecne kowbojskie kapelusze i lokalne piwo. To klasyczny obrazek z teksańskiego rodeo. Ale przez kilka zaskakujących chwil, angielscy fani postanowili nadać mu swój własny, niepowtarzalny charakter. Nagle dźwięki country zastąpił nieśmiało wznoszony przez tłum hymn fanów – Sweet Caroline, choć tym razem w nieco nieporadnej, ale pełnej pasji wersji.
Taka właśnie jest relacja angielskich kibiców z Dallas, miejsca uosabiającego najbardziej stereotypowe wyobrażenia o Ameryce. Zazwyczaj podróżujący fani kojarzeni są z negatywnymi incydentami, jednak tym razem amerykański klimat turnieju zaowocował równie amerykańskimi doświadczeniami dla przyjezdnych. Howard Taylor, zapalony kibic z Anglii, opowiada z uśmiechem o swojej przygodzie: „Wynająłem wielkiego Dodge’a Rama, dwuipółlitrowego. To największa rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Jeżdżę nim po Teksasie. Czułem się naprawdę, naprawdę amerykańsko”.
Duże turnieje to dla kibiców prawdziwa logistyczna łamigłówka. Zwykle wszystko dzieje się w względnie małych obszarach, z jednym „domem” i krótkimi podróżami. Ameryka to zupełnie inna bajka. Trzy mecze grupowe Anglików to już około 3200 kilometrów podróży. Dla zwykłego fana to koszmar, dla najwierniejszych – szansa na długie wakacje. Howard Taylor tak tłumaczy swoją strategię: „To była dość długa podróż. Przyjechałem do Ameryki 21 maja i nie zamierzam wyjeżdżać, dopóki Anglia nie odpadnie, więc wstępnie zarezerwowałem lot z Nowego Jorku kilka dni po finale”.
Jego podróż rozpoczęła się pod koniec maja w Orlando z rodziną, ale krótka przerwa na mecz ukochanej drużyny Crystal Palace w Lipsku zaskoczyła nawet amerykańskich urzędników imigracyjnych. „Nie mogli zrozumieć, dlaczego opuściłem kraj na 60 godzin, żeby pojechać za granicę i wrócić z plecakiem. Imigracja po prostu tego nie ogarniała, kiedy trafiłem do pokoju przesłuchań. Na szczęście facet był fanem Atletico Madryt i rozumiał futbol, a ja miałem na sobie koszulkę Crystal Palace”.
Jego trasa wiodła przez Key Largo, Key West, Miami, Galveston, aż do Dallas. Oczywiście nie obyło się bez pickupów i planów zwiedzania teksańskiej historii, a potem podróży do Nowego Jorku i Bostonu. Nawet Toronto jest brane pod uwagę jako potencjalny cel podróży.
Taylor nie jest odosobniony w swojej pasji. Tanya Sweeney zaczęła swoją podróż z synem, aby spędzić z nim więcej czasu. Obecnie 18-letni Josh i jego matka uczynili z podróży po świecie, śledząc mecze Anglii, swoje wspólne hobby. „To nie jest tak, że zabiorę go na paintball czy coś w tym stylu. Nie mogłabym wymyślić nic gorszego”. Ich trasa obejmuje rodeo w Dallas, Martha’s Vineyard i koncert zespołu The Human League w Radio City w Nowym Jorku. Mimo że Tanya była już w Ameryce, nadal czuje pewną magię tego miejsca i widzi w tym świetny pretekst do wakacji. „Dallas to nowe miasto. Podobnie jak Boston. Nigdy nie byłam w Bostonie. Jestem tym podekscytowana, ale tak naprawdę nie miało znaczenia, które to miasto [byłoby]. Jestem podekscytowana tą podróżą”.
Podróżowanie po Ameryce w 2026 roku wiąże się jednak z pewnymi komplikacjami. Mistrzostwa świata zawsze uwidaczniają zarówno dobre, jak i złe strony kraju-gospodarza. Globalne postrzeganie Ameryki jest obecnie mieszane, a niektórzy zwracają uwagę na problemy socjopolityczne związane z organizacją turnieju. Howard Taylor przyznaje: „Trzeba być naprawdę sprytnym i starać się nikogo nie urazić, i, wiecie, jestem bardzo ostrożny. Nie opublikowałem niczego od czasu, gdy tu jestem”. Tanya Sweeney dodaje: „Jest dużo odniesień do sytuacji politycznej. Ludzie mówią: ‘Nie mogę uwierzyć, że to się tu odbywa’, i ‘Dlaczego w ogóle chcesz jechać do USA?’, i ‘Uważaj na ICE’. Ale podróżowałam do USA już całkiem sporo i szczerze mówiąc, to nic, co przychodzi mi do głowy”.
Kwestia finansowa jest również istotna. Howard Taylor dzięki przynależności do grupy podróżujących fanów uzyskał preferencyjne bilety od FIFA. Jeśli Anglia dotrze do finału, jego całkowity koszt wyniesie nieco poniżej 600 dolarów. Tanya Sweeney wydała już blisko 30 000 dolarów na bilety, zakwaterowanie i podróż, a szacuje, że potrzebuje jeszcze około 5000 funtów na jedzenie i napoje. „Nie będę szaleć. Będę jadła na mieście, kiedy będę miała na to ochotę. Dbamy o zdrowie. Jestem instruktorką fitness i lubię utrzymywać wagę, więc nie będę spędzać pięciu tygodni na szaleństwie z hamburgerami, bo chcę pozostać szczupła”. Pozostaje jednak pytanie, gdzie dokładnie w Teksasie można znaleźć zdrowe jedzenie. „Czasami mogę kupić sałatkę w 7-Eleven”, żartuje.
Czterdzieści osiem godzin przed pierwszym gwizdkiem, Arlington było zaskakująco ciche. Główna ulica, z kilkoma restauracjami barbecue, barami sportowymi i kawiarnią, pozostawała w względnej ciszy. Słychać było jedynie kilka obcych akcentów. Nie pomagało również położenie stadionu Dallas, daleko od centrum miasta, co jest typowe dla wielu amerykańskich obiektów sportowych. Jednak z biegiem czasu rozmowy ożyły. Pojawiały się angielskie koszulki z nazwiskami obecnych gwiazd i legend. Hałasy się nasilały, a obecność kibiców rosła. Popularnym elementem stały się kowbojskie kapelusze z angielską flagą, zabawnie noszone na głowach. „Moja córka mi to przyniosła”, powiedział jeden z fanów przed stadionem, trzymając w ręku lokalne piwo.
Atmosfera była ogólnie radosna. Pojawiły się doniesienia o angielskich kibicach wyrzuconych z jednego z pubów w Dallas poprzedniego wieczoru, jednak wydawało się to być marginesem. To był przede wszystkim przyjazny zderzenie kultur: kapelusze i jasne piwo, muzyka Oasis rozbrzmiewająca z pickupów. Gdy piłkarze wychodzili na boisko, z głośników popłynęła muzyka znana z czasów gry Michaela Jordana w Chicago Bulls. Wszyscy wstali. To nie wydawało się nie na miejscu.
Po meczu, gdy angielscy piłkarze stali na murawie, patrząc na wspierających ich kibiców, ci śpiewali utwory Oasis, a wielu z nich miało na głowach kowbojskie kapelusze. Przez najbliższe tygodnie będą oglądać swoją drużynę, ale także wybiorą się na rodeo, koncerty, będą jeździć pickupami i spędzać długie godziny w samolotach. To wyjątkowy turniej, pełen wyzwań i znaków zapytania. Jednak Ameryka nadal ma swój urok, a pierwsze oznaki sugerują, że amerykański Puchar Świata może zostać