Wszystkie aktualności

Amerykanie w Europie: Kluczowe mecze Pulisica i McKennie

1 maja 2026 22:30 1 godz. temu
Amerykanie w Europie: Kluczowe mecze Pulisica i McKennie
Źródło: goal.com

Wielkie mecze europejskich klubów z udziałem Amerykanów to zawsze ciekawy widok. Jak radzą sobie nasi rodacy w kluczowych spotkaniach?

Oglądamy to, czego pragniemy, prawda? Amerykanie grający w wielkich europejskich meczach. Od tak dawna to właśnie było wyznacznikiem sukcesu dla graczy USMNT. Grają w największych europejskich spotkaniach, a zatem są teraz lepszymi piłkarzami. Czy to jest prawdziwa równoważność? Być może nie. Ale nie ma wątpliwości, że w tym momencie sezonu jest mnóstwo ważnych meczów, a udział w nich nie jest niczym złym.

A co widzimy, gdy zaglądamy na kontynent? Cóż, obraz jest nieco mieszany. Duet USMNT z Serie A, Weston McKennie i Christian Pulisic, walczy w tej samej lidze, ale w różnych drużynach. Obaj chcą w przyszłym roku zagrać w Lidze Mistrzów. Żaden z nich nie wykorzystał w pełni dostępnej okazji, aby to sobie zapewnić.

Ten weekend zapowiada się zatem ważnie. Obie drużyny mają dogodne mecze przeciwko zespołom, które powinny pokonać. Obaj zawodnicy będą musieli zaznaczyć swoją obecność, jeśli mają zdobyć trzy punkty. Obserwujcie to miejsce.

To był trudny rok dla Pulisica. Powtórzmy niektóre niepokojące i często cytowane statystyki: nie strzelił bramki od grudnia 2025 roku. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy zanotował tylko jedną asystę. Trener Massimiliano Allegri przyznał, że był to trudny czas dla Amerykanina. „Jest bardzo wrażliwym facetem; fakt, że nie strzela, bardziej go dotyka. Jest zawodnikiem, który wchodzi w starcia i więcej się męczy; bardziej to odczuwa. Muszę starać się zapewnić drużynie równowagę, grając bez prawdziwego środkowego napastnika, on bardziej się męczy” – powiedział Allegri na początku tygodnia.

To sprawiedliwa ocena ze strony trenera. Pulisic niekoniecznie gra źle, ale wygląda na sfrustrowanego. Szanse nie pojawiają się zbyt często. A kiedy się pojawiają, Amerykanin jest nieskuteczny, niespokojny, trochę zbyt zdesperowany, by strzelić. Pulisic potrzebuje bramki i gra jakby chciał ją zdobyć – co działa na jego niekorzyść. Istnieją tu przyczyny taktyczne. Gra Milanu bez uznanego napastnika nie działa na jego korzyść. Pulisic jest czołowym rozgrywającym, a posiadanie numeru dziewięć do współpracy z pewnością dałoby mu więcej okazji. Gra jako swoisty napastnik, obok nieprzewidywalnego Rafaela Leao, jest dostosowaniem się.

Ale żadna zmiana taktyczna nie wydaje się nieuchronna. Pozostajemy więc z zawodnikiem, który desperacko potrzebuje bramki, próbując raz za razem coś zdziałać. Jest w tym pewien heroiczny element. Milan zwolnił tempo po gorącym początku. Kwalifikacja do Ligi Mistrzów zbliża się jednak. I nawet jeśli wygrali tylko dwa z ostatnich pięciu meczów, Pulisic i spółka mogą zbliżyć się do zapewnienia sobie europejskiego miejsca, wygrywając w tym tygodniu z Sassuolo. Pulisic na listę strzelców byłby ogromnym impulsem w tym wysiłku.

Weston McKennie zasługuje na mnóstwo uznania. Wiele pochwał za jego grę wynika z jego wszechstronności. McKennie może grać wszędzie: z przodu, po prawej stronie, jako pomocnik, po lewej. Pochyla głowę, robi, co mu się każe, i oferuje odrobinę dodatkowej jakości, gdziekolwiek zostanie rozmieszczony. Ale to, co naprawdę dał Juventusowi w tym roku, to poczucie równowagi. Trenerzy kochają piłkarzy, którzy ciężko pracują i wykonują instrukcje. To jest właśnie McKennie w pigułce. W taktycznej sztywności Serie A – i wielu jej drużyn – działa doskonale.

Bardziej ogólnie, to przypadek, że bramki padają w tym roku w dużej liczbie. McKennie nie robi niczego znacząco inaczej. Nadal idzie tam, gdzie mu kazano, wykonuje dobre podania i wraca do obrony. Zamiast tego był nieco bardziej oportunistyczny. Nie jest gwiazdą, ale niezwykle skutecznym trybikiem w działającej maszynie. Problem? Reszta systemu wokół niego nie była tak płynna. Juve co roku oczekuje się wygrania Serie A. I niezależnie od tego, czy to oczekiwanie jest uzasadnione, czy nie, jasne jest, że w 2026 roku znacznie się od tego odlegli. Zamiast tego walczą o czwarte miejsce.

Remis z Milanem w zeszłym tygodniu był znośny, ale teraz potrzebne są zwycięstwa. Są trzy punkty przed spadającym Como na czwartym miejscu, z czterema meczami do rozegrania. Hellas Verona, niemal zdegradowany, to dogodny przeciwnik do zdobycia zwycięstwa. McKennie będzie musiał pokazać się w niedzielę.

Malik Tillman przeżył trudne miesiące. W uczciwości, postawiono go w trudnej sytuacji. Bayer Leverkusen stracił Floriana Wirtza na rzecz Liverpoolu zeszłego lata – ruch, który był przewidywany od pewnego czasu. Tillman nigdy nie miał być zastępcą jako taki, ale jest gościem, który gra mniej więcej na tej samej pozycji. Liczby Wirtza nigdy nie były osiągalne, ale oczekiwano, że co najmniej się zadomowi – a potem ruszy dalej.

Rzeczywistość okazała się walką. Tillman był w tym sezonie dla Leverkusen zawodnikiem momentów, pokazując przebłyski, pojawiając się tu i tam, ale nigdy nie osiągając konsekwencji, która uczyniła go tak cennym dla PSV. Takie rzeczy mogą się zdarzyć, oczywiście, ale jest już maj, a Tillman wypadł z zespołu Leverkusen. Jasne, nadal pojawia się z ławki rezerwowych, ale rok Amerykanina nie potoczył się zgodnie z planem. Jego ostatni start w Bundeslidze miał miejsce 21 marca, kiedy strzelił bramkę w remisie 3-3 z Heidenheim. Od tego czasu rozegrał łącznie 47 minut w krajowych rozgrywkach. Nie wygląda to dobrze.

Czego więc możemy oczekiwać przeciwko Lipskowi w ten weekend? Po pierwsze, kilka minut byłoby miłe. Solidny występ mógłby być jeszcze lepszy. Ale najprościej mówiąc, Tillman musi przyczynić się do zwycięstwa.

Sezon Marsylii raczej zwolnił. Francuscy giganci powinni co roku grać w europejskich pucharach. I nawet jeśli Liga Mistrzów zawsze była dla nich trudnym celem w tym sezonie, oczekiwano, że co najmniej zakwalifikują się do jakichś kontynentalnych rozgrywek dzięki mocnym występom w Ligue 1. Rzeczywistość okazała się inna. Sezon Marsylii naznaczony był dramatem, rozłamami i ogólnym marazmem.

Wyniki były raczej żałosne. Wygrali tylko jeden z ostatnich pięciu meczów i utrzymują się na szóstym miejscu, ostatnim dającym kwalifikację do Ligi Konferencji Europy w Ligue 1. Tim Weah nie ponosi tu winy – jest nadal brutalnie źle wykorzystywany jako prawy wahadłowy – ale przydałoby mu się coś wnieść, gdy Marsylia szuka trzech punktów przeciwko Nantes, zajmującemu 17. miejsce, w tę sobotę.

Źródło: goal.com

Zobacz również